O co chodzi z celami i jak je stawiać

Siadając do tego artykułu w planach miałam coś zupełnie innego, miało być o projektowaniu kariery. Brzmi dumnie, ale jak to z takimi ważnymi i poważnymi zadaniami bywa, poczułam się nim trochę przytłoczona. Jak to jednak mówią – nic nie dzieje się bez przyczyny i choć nie jestem zwolenniczką tej tezy, w tym przypadku się sprawdziła. Pojawiła mi się myśl – hola, hola, projektowanie ścieżki kariery, szukanie powołania, to wszystko bardzo ważne, ale zacznijmy może od początku. Dlatego dzisiaj będzie o celach.


Co z tymi celami?

Badania wskazują, że stawianie sobie celów istotnie wpływa na skuteczność wykonywanych zadań i ostateczny sukces. Wydaje się to być dość intuicyjne, bo cel jest de facto odpowiedzią na pytanie dlaczego coś robimy, ale nie tylko. Użyję teraz metafory, trochę zbyt podniosłej jak na mój gust, ale za to bardzo plastycznej. Posiadanie celu możemy też porównać do żeglowania, bo z życiem jest trochę jak z pływaniem, dużo zależy od nas, ale jeszcze więcej od okoliczności, ale do brzegu. Wyobraźmy sobie sternika, który stara się obierać kierunki, nie wiedząc dokąd ostatecznie chce dopłynąć, żeby tego było mało do wizualizacji dodajmy jeszcze otaczający go bezkres oceanu, możliwości są nieskończone, ale co z tego? Cele z jednej strony pomagają nam odpowiadać na pytanie o przyczynę jakichś działań, ale co chyba ważniejsze ułatwiają nam podejmowanie decyzji i nadawanie priorytetów, pomagają wybierać w bezkresie możliwości.

Ustaliliśmy już, że cele są całkiem ważne, ale uwaga mogą być też destrukcyjne, co więc zrobić by takie nie były? Wielu specjalistów wskazuje na metodę SMART, która wyznacza kryteria pozwalające na określenie tego czy, mówiąc krótko, nasz cel ma sens.

S – SPECIFIC – co konkretnie chcesz zrobić?

M – MEASURABLE – czy jesteś w stanie mierzyć progres?

A – ACHIEVABLE – czy cel jest możliwy do zrealizowania?

R – REALISTIC – czy realistycznie jesteś w stanie go zrealizować?

T – TIME BASED – do kiedy go zrealizujesz?

 

Mamy kryteria, ale co dalej? Entuzjaści tego systemu postulują, że przekłada się niemal jednoznacznie na sukces i można go stosować niemal do każdego aspektu życia. Czy jest tak do końca? Raczej nie, bo po pierwsze znalezienie złotej recepty na wszystko jest mało prawdopodobne, a po drugie pojawia się wiele głosów, które wskazują na to, że trzeba go używać umiejętnie i ostrożne.

 

 

Problemy SMART

Pierwszym problemem metody jest to, że ludzie bardzo często mają problem z konkretyzowaniem. Można by na przykład za cel postawić sobie nauczenie się dobrze języka szwedzkiego w rok.

Co konkretnie chcemy zrobić? Nauczyć się szwedzkiego. Czy jesteśmy w stanie mierzyć progres? Jak najbardziej. Czy nauczenie się języka w takim czasie jest możliwe? Tak. Czy realistycznie może mi się to udać? Z tym bywa różnie, bo to sprawa indywidualna, ale załóżmy, że tak. Czy mamy deadline?

Tak.

Pojawia się jednak problem – co to znaczy nauczyć się języka dobrze? Chodzi o bycie biegłym, poziom zaawansowany, a może po prostu o umiejętność zamówienia sobie kawy w czasie wakacji? W tym przypadku skonkretyzowanie celu, choć może nie jest bardzo naturalne, po chwili zastanowienia okazuje się całkiem proste. Czasami jednak może być zgoła inaczej. Mogę za cel obrać na przykład poprawienie kondycji emocjonalnej i jak wtedy go skonkretyzować? Zresztą ten konkretny celem jest też kolejny problem, jest trudno mierzalny, bo o ile sama ocena na zasadzie jest lepiej/jest gorzej, nie powinna stanowić dużego problemu, o tyle dokładniejsze monitorowanie postępów może okazać się nie lada wyzwaniem.

Z realistycznością i osiągalnością celu wiążą się kolejne nieścisłości. Po pierwsze ważne jest znalezienie złotego środka, z łaciny aurea mediocritas[1], pomiędzy celem zbyt łatwym, bo taki, jak wskazują naukowcy, wcale nie działa na nas mobilizująco, a zbyt trudnym, który sprawi, że ogłosimy kapitulację nawet nie spróbowawszy. Sami też jesteśmy swoimi własnymi wrogami, na co wskazują m.in. fenomeny psychologiczne znane pod nazwami Efekt Dunninga-Krugera, złudzenie kontroli i tendencyjność optymistyczna. W pierwszym chodzi o to, że im bardziej niewykfalifikowani w danej dziedzinie jesteśmy, tym bardziej przeceniamy własne umiejętności. W drugim o błąd poznawczy sprawiający, że wydaje nam się, że mamy większą kontrolę nad zdarzeniami niż w rzeczywistości jest. Trzeci natomiast wskazuje, że przeważnie wydaje nam się, że mamy znacznie mniejsze szanse na doznanie nieszczęścia niż inni. Ulegnięcie któremukolwiek z tych błędów poznawczych może sprawić, że zamiast zrealizowania celu, wypełni nas frustracja i niechęć.

Ostatnia litera również może przysporzyć wielu kłopotów. Przy określaniu daty końcowej z jednej strony trzeba pamiętać o tym, że nierealistyczne ograniczenie go albo zadziała zniechęcająco, albo sprawi, że zadanie wykonamy „po łebkach” lub kosztem innych sfer życia. Z kolei zbyt hojne gospodarowanie czasem, w myśl Prawa Parkinsona, może sprawić, że proste zadania będziemy wykonywać zbyt długo.

 

Jaki jest tego morał? Bynajmniej nie chodzi mi o zanegowanie użyteczności metody SMART, a już tym bardziej samego stawiania celów. Wręcz przeciwnie myślę, że używana w sposób krytyczny i rozsądny może być bardzo przydatnym narzędziem pomagającym w boju, w którym celem jest znalezienie wewnętrznej motywacji i spełnianie marzeń. Ważne jest jednak żeby pamiętać, że znalezienie uniwersalnej recepty jest mało realistyczne i ta z pewnością taka nie jest. To powiedziawszy, mam nadzieję, że SMART, może w całości, a może tylko w części, stanie się wykorzystywanym przez Was, Drodzy Czytelnicy, narzędziem.

 

 

 

 



[1] z doświadczenia wiem, że wtrącenie tego zwrotu, szczególnie w towarzystwie komentarza o Horacym, w rozprawce maturalnej może okazać się strzałem w dziesiątkę

Wróć