Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
ROZUMIEM

9 września 2022

ABC wolontariatu za granicą

Aktualności

Wolontariat za granicą wydaje się być dość rzeczą dość nieosiągalną, tymczasem wcale tak nie jest. Jak wyjechać na wolontariat za granicą? Gdzie szukać informacji o możliwościach wyjazdów? O tych i podobnych kwestiach miałam okazję rozmawiać z  Heleną z YoWo - organizacji zajmującej się na codzień właśnie tym tematem.

Czym się zajmujecie jako organizacja?

Helena Podlešáková Leszczyńska, YoWo Poland: Koncentrujemy się przede wszystkim na promowaniu projektów międzynarodowych, edukacji pozaformalnej i komunikacji międzykulturowej. Naszym głównym zadaniem jest tworzenie projektów międzynarodowych. Operujemy głównie w programie Erasmus Plus.

Tworzymy projekty jako organizacja przyjmująca, to znaczy, że składamy wnioski tutaj w Polsce i organizujemy projekty na terenie Polski, ale także partnerujemy w projektach zagranicznych – wysyłamy uczestników i uczestniczki z Polski na krótkoterminowe projekty za granicę. Zajmujemy się głównie wymianami młodzieży – Youth Exchange i szkoleniami, czyli Training Course. Partnerujemy również w większych projektach – akcji drugiej Erasmusa, obecnie między innymi w projekcie dotyczącym grywalizacji i tworzenia gier edukacyjnych. Organizujemy też różne aktywności online i lokalne, ale to wszystko jest w dużo mniejszej skali niż projekty międzynarodowe.

Jak to się stało, że wpadliście na pomysł takiej fundacji i przeszliście od uczestników do organizatorów takich wydarzeń?

H.L.: Myślę, że to była chęć robienia efektu powtórnego, żeby inni mogli doświadczyć tego, czego my doświadczyliśmy. Ja na swój pierwszy projekt pojechałam w 2015 roku. Wróciłam wtedy do domu zachwycona, że może istnieć coś tak fajnego, że można poznać ludzi z całego świata, można się tyle dowiedzieć, przeżyć tak niesamowite przygody. Potem jeździłam na kolejne – cały czas jako uczestniczka i w pewnym momencie uznałam, że chciałabym się tym zająć profesjonalnie, tworzyć projekty i umożliwić innym przeżycie tego, co tak bardzo zmieniło moje życie. Udało nam się zebrać grupkę osób, które miały podobne doświadczenia, które chciały szerzyć wiedzę o Erasmusie i przede wszystkim informację, że coś takiego w ogóle istnieje.

Mogłabyś opowiedzieć o swoich początkach związanych z wyjazdami albo o jakimś szczególnym wyjeździe?

H.L.: Tym, co wydaje mi się niesamowite i co widzę u innych, jest to, że każdy wyjazd jest wyjątkowy. Po moim pierwszym wyjeździe miałam poczucie, że już więcej nie chcę jechać, już tłumaczę dlaczego. Wróciłam do domu i pomyślałam „No to było idealne! Nie ma sensu jechać na inny projekt, bo na pewno nie spotkam tak cudownych ludzi jeszcze raz, na pewno nie spotkam tak wspaniałego zespołu”. Potem chęć podróży, chęć poznawania nowych osób zwyciężyła i zdecydowałam się na kolejny wyjazd, na którym zrozumiałam, że projektów nie da się porównywać. Potem wsiąkłam kompletnie.

Co przekonało Cię do pierwszego wyjazdu?

Zaczęło się od chęci podróżowania. Projekty z programu Erasmus, które tworzymy, są w 100% finansowane z funduszy Komisji Europejskiej. Uczestnicy nie muszą za nic płacić, dzięki czemu ten program jest tak włączający. Jeśli ktoś jest tuż po liceum albo w czasie studiów i trudno byłoby mu znaleźć pieniądze na wyjazd do Norwegii albo gdziekolwiek indziej, do kraju, w którym jest jednak trochę drożej niż w Polsce, to można pojechać z takim projektem. Nie płaci się, a zdobywa doświadczenia. Zawsze jest dzień, dwa na zwiedzanie, na odkrywanie miejsca i kultury. Ilości miejsc, które można odwiedzić nie da się zliczyć.

Co dały Ci takie wyjazdy?

H.L.: Z bardzo osobistego punktu widzenia powiedziałabym, że pewność siebie. Podczas projektu jesteśmy grupą osób, które pierwszy raz widzą się na oczy, a musimy nagle razem zamieszkać, pracować ze sobą praktycznie codziennie, to stanowi pewne wyzwanie, ale zawsze towarzyszyła mi pewność, że będę zaakceptowana, że ludzie polubią mnie taką, jaką jestem. Osoby, które poznałam są bardzo otwarte, zainteresowane, chętne, żeby pomóc i wysłuchać. Na projektach tworzy się grupę, w której stajemy się sobie bardzo bliscy. Jednocześnie każdy ma przestrzeń, żeby pokazać siebie.

Z zawodowego punktu widzenia dały mi przede wszystkim pracę. Zaczynając przygodę z projektami byłam w trakcie studiów i nie za bardzo wiedziałam co chcę po nich robić. Każdemu życzę czegoś co czuję teraz – poczucia, że robię coś, co kocham. Widzę tego efekty, widzę, jak ludzie piszą do nas po pół roku po projekcie, który zorganizowaliśmy „Jeszcze raz dziękuję, bo to zmieniło moje życie i naprawdę jestem przeszczęśliwy, że mogłem być/mogłam być na tym projekcie.

Coś co myślę, że dają każdemu to świadome podróżowanie. To nie jest turystyka, to są wyjazdy edukacyjne, które mają w sobie elementy poznawania świata, poznawania różnych kultur. Po pierwsze to, że jedziemy do nowego miejsca daje nam nową perspektywę, ale też to, że musimy mieszkać w 1 grupie z 7, 8, 10 innymi narodowościami. To naprawdę jest szkoła życia. Co w mojej kulturze wydawało mi się oczywiste, dla kogoś innego wcale oczywiste nie jest, to bardzo otwiera głowę na to, że ludzie są różni i to jest okay.

Jaki był największy szok kulturowy, jakiego doświadczyłaś?

H.L.: To był chyba mój drugi projekt, odbywał się na południu Francji, organizatorzy pochodzili z Wysp Kanaryjskich. Ja jako osoba bardziej z północy i stereotypowo przywiązująca wagę do godzin, do tego, żeby być o czasie, żeby wszystko było tak, jak było zaplanowane, na początku bardzo irytowałam się na brak przywiązania do ram czasowych. Potem zrozumiałam, że to jest po prostu inne podejście i weszłam w ten flow i było super. To, że mieliśmy zaczynać o 10:00 znaczyło, że może zaczniemy koło 12:00 albo to, że kolacja miała być o jakiejś konkretnej godzinie, znaczyło, że godzinę później zaczniemy ją szykować. Kiedy człowiek przestaje na siłę zmieniać innych, a zaczyna otwierać się i próbować zrozumieć, że każdy jest inny, wtedy jest dużo, dużo łatwiej.

Jakie są rodzaje wyjazdów?

H.L.: My zajmujemy się głównie Erasmusem i głównie dwoma rodzajami projektów – Wymiana Młodzieży i Kursy Szkoleniowe.

Wymiana Młodzieży to projekt dla osób od 13 do 30 roku życia. My, w naszej organizacji mieliśmy kilka projektów od 14 roku życia, ale było ich zdecydowanie mniej. Większość naszych projektów ma ramy wiekowe 18-30. To są projekty które mają zdecydowany nacisk na wymianę kulturową. Są różne tematy – można pojechać na projekt o ekologii, o równości płci, o sporcie, prawach człowieka itd., ale główny nacisk będzie na to, że jesteśmy osobami z różnych krajów i próbujemy się dogadać pomimo naszych różnic kulturowych i barier językowych. Nie trzeba znać języka angielskiego, możemy się próbować porozumieć na przykład za pomocą gestów. To jest przestrzeń do tego, żeby ćwiczyć, żeby próbować swoich sił w komunikowaniu się z innymi osobami.

Szkolenia z kolei są projektami dla osób od 18 roku życia wzwyż, czyli mogą też przyjść osoby w wieku 30, 40, 50… lat. To jest też bardzo ciekawe doświadczenie pod względem komunikacji między pokoleniami. Większość szkoleń jest po angielsku i trzeba znać ten język na poziomie komunikatywnym. Stawia się większy nacisk na konkretną wiedzę z zakresu danej dziedziny.

Są jakieś alternatywy do Erasmusa?

H.L.: Jak najbardziej. My ich nie organizujemy, ale wielokrotnie tworzyliśmy spotkania edukacyjne, na których o nich mówimy. To, co bym poleciła bardzo to również inicjatywa Komisji Europejskiej – Europejski korpus solidarności. To jest program wolontariatu międzynarodowego, który oferuje wyjazdy od 2/3 tygodni do 12 miesięcy. Wyjeżdża się gdzieś wykonywać pracę wolontariacką na miejscu. Europejski Korpus Solidarności teoretycznie jest wolontariatem, więc nie dostajemy wynagrodzenia, ale to nie jest praca za darmo. Mamy zapewnione zakwaterowanie, wyżywienie, transport na miejsce i dostajemy tzw. Pocket Money, czyli kieszonkowe. Jest też ubezpieczenie. Program Europejskiego Korpusu Solidarności jest skierowany dla osób od 18 do 30 roku życia i też bardzo go polecam. Można robić przeróżne rzeczy, nasza bliska znajoma z organizacji wyjechała właśnie na taki projekt do Holandii i tam pracuje przy restauracji XVI-wiecznej łodzi. Wyjazdy są przeróżne, jest dużo projektów ekologicznych, pracy z dziećmi, pracy na różnych farmach ze zwierzętami, możliwości jest nieskończenie wiele.

Kolejną grupą projektów są Work Campy. Byłam na kilku z nich jako uczestniczka i bardzo je polecam! Work Campy są krótkoterminowymi wolontariatami zagranicznymi, na których można robić przeróżne rzeczy. Pierwszy, na którym byłam polegał na renowacji średniowiecznego zamku! Fajne jest to, że Work Campy w przeciwieństwie do poprzednich projektów nie są stricte europejskie i przyjeżdżają na nie uczestnicy z całego świata, mieliśmy w grupie m.in. osoby z Ameryki Południowej, Azji czy Afryki…  Tematyka jest bardzo różnorodna, są projekty związane z pracą z dziećmi, z ekologią, z ochroną dziedzictwa kulturowego jest tego naprawdę wiele.

Kolejnym programem, w którym brałam udział i który też bardzo polecam jest Work Away, w którym można brać udział od 18 roku życia w górę. Oferty są z całego świata, jedzie się w wybrane miejsce (ale podróż trzeba opłacić samemu), a wyjazd jest nieograniczony czasowo – można pojechać na 2 tygodnie albo nawet na rok. Najczęściej jest to praca na farmie, w hostelu bądź w jakiejś organizacji. W zamian za kilka godzin nieskomplikowanej pracy dostaje się wyżywienie i zakwaterowanie. Jest to niesamowite doświadczenie głównie ze względu na ilość osób, którą się poznaje. Można spotkać osoby z całego świata, o zupełnie różnych spojrzeniach, różnych historiach…

Którą z tych opcji poleciłabyś komuś kto jedzie pierwszy raz? Może trochę się stresuje?

H.L.: Zdecydowanie projekty Erasmusowe. Ja nie zaczęłam od Erasmusa tylko od Work Campów, potem przeszłam przez Work Away, pojechałam z programem AIESEC i dopiero po tych doświadczeniach poznałam Erasmusa. Muszę przyznać, że ujęły mnie te (Erasmusowe) projekty najbardziej. Przede wszystkim ich inkluzywność – pokrywane jest zakwaterowanie, wyżywienie, podróż więc naprawdę każdy może pojechać. Poza tym są to też projekty edukacyjne, czy to jest Youth Exchange, czy to jest Training Course nieodłączny jest element edukacji. Oczywiście na innych wolontariatach on też jest, bo uczymy się zupełnie nieformalnie przez to, że jesteśmy w grupie, ale tu mamy osobę, która nas prowadzi przez to doświadczenie.

Gdzie szukać informacji o takich wyjazdach?

H.L.: Jeśli chodzi o wyjazdy, które organizujemy i w których partnerujemy to na naszej stronie internetowej www.yowopoland.org. Bardzo dużo calli na różne projekty zamieszczamy też na naszych social mediach więc zachęcam do tego, żeby nas zaobserwować! Nasze projekty to oczywiście kropla w morzu wszystkich projektów, które są! Bardzo zachęcamy, żeby szukać więcej! Myślę, że najłatwiej i najbardziej wiarygodnie jest szukać przez konkretne organizacje, jest bardzo dużo stowarzyszeń i fundacji w Polsce, które są naprawdę fajne i się tym zajmują. Polecam projekty na przykład organizacji Logos z Poznania. Można szukać też przez grupy facebookowe, bo pomimo tego, że Facebook powoli umiera jako medium społecznościowe, to Erasmus nadal się na nim trzyma – są różne grupy np. PL Youth in Action albo Youth Opportunities PL i tam dużo organizacji wrzuca swoje projekty. Jest też baza, która zbiera część projektów typu Training Course – Salto Youth.

Work Away-e i Work Campy mają swoje dedykowane strony. Europejski korpus solidarności ma super bazę, więc nie trzeba szukać nigdzie indziej, zwłaszcza, że są tam też różne filtry, dzięki którym można wybrać długość trwania projektu, lokalizację…

Jakbyś przekonała kogoś kto dotrwał do tego miejsca, ale nadal nie jest zdecydowany?

H.L.: Poza tym, że jechać i w ogóle się nie zastanawiać, to powiedziałabym, że tak naprawdę nie ma nic do stracenia. Projekty są różne. Nie chcę, żeby ten wywiad wyszedł tak, że wszystko jest zawsze różowe. Czasem się zdarzy tak, że np. są jakieś problemy z zakwaterowaniem albo jedzenie jest nie za dobre albo pogoda może być straszna, teraz często są problemy z lotami i może się okazać, że droga zajmie zamiast 2 godzin – 24. Są rzeczy, takie logistyczne, które mogą być trudne. Zwłaszcza dla osoby, która jedzie pierwszy raz i np. nigdy nie była za granicą, boi się wyjść ze swojej strefy komfortu. Mogą się zdarzyć rzeczy, które będą trudne albo nieprzyjemne, ale to co naprawdę przezwycięża te wszystkie możliwe trudności, to ludzie. W naprawdę wielu projektach, w których brałam udział nie zdarzyło mi się, żeby ludzie nie byli fajni. Co jest według mnie magią takich projektów. Przyjaźnie i związki na lata, które powstają w tym czasie naprawdę są warte odrobiny stresu wynikającej z wyjścia z własnej strefy komfortu.

My też, jeśli chodzi o kwestie logistyczne, zawsze pomagamy, czy to w znajdywaniu biletów, czy w innych kwestiach organizacyjnych, zawsze staramy się wspierać uczestników więc naprawdę da się!

Są jakieś kompetencje, które należałoby mieć, żeby pojechać?

H.L.: Powiedziałabym odwrotnie. Myślę, że każdy z nas jest tak naprawdę już gotowy, żeby jechać. Jeśli nam się wydaje, że nie jesteśmy gotowi, bo na przykład nasz angielski nie jest dobry, albo nie jesteśmy wystarczająco odważni, czy wystarczająco przebojowi, żeby pojechać, to wszystko to są tak naprawdę przeszkody, które mamy tylko we własnej głowie. Przywołam tu może taki konkretny przykład. W projekcie, który kiedyś zorganizowaliśmy brała udział bardzo zróżnicowana grupa. Poziom angielskiego był przeróżny. Ostatniego dnia, na zakończenie, jeden chłopak, który nie mówił po angielsku prawie zupełnie, a byliśmy ze sobą 10 dni (!), więc musieliśmy się ze sobą w między czasie jakoś dogadywać, przeczytał nam z translatora Goggle’a najbardziej wzruszający list jaki kiedykolwiek słyszałam, w którym dziękował nam za ten tydzień i za to, że się tak otworzył i chce mu się dalej żyć i wracać do domu, żeby opowiadać o tych możliwościach. Wszyscy płakali jak coś takiego usłyszeli… Jeśli ktoś się zastanawia czy ma wystarczające umiejętności miękkie, żeby pojechać, to myślę, że tym bardziej powinien pojechać, bo zrozumie, że je ma, ma już je w sobie, ale sam je blokuje myśląc, że jeszcze nie jest wystarczająco dobry czy dobra.

Na koniec pytanie, które zadaje wszystkim gościom, czyli pytanie o książkę, która szczególnie Cię zainspirowała.

H.L.: Jedną z książek, które na pewno polecam wszystkim, jest książka Jaume Cabré „Wyznaję”. Książka, o której bardzo trudno zacząć opowiadać, żeby nie spalić więc może powiem tak – jeśli ktoś ma zastój literacki, to jest to właśnie książka, w którą można wciągnąć się i od której nie można się oderwać. 

Skip to content