Jeżeli zastanawiasz się, gdzie zdobyć pierwsze doświadczenie jednocześnie przeżywając przygodę, dobrym pomysłem może być wyjechanie na zagraniczny wolontariat. O takim wyjeździe rozmawiałam z Gabi, która kilka miesięcy temu wróciła z projektu w Bolonii. Dowiedz się, jak wygląda wolontariat za granicą w praktyce!
Jakiś czas temu byłaś na wyjeździe wolontariackim we Włoszech. Opowiedz trochę o nim, dokąd dokładnie pojechałaś?
Gabi : Pojechałam na wolontariat z Europejskiego Korpusu Solidarności. Celem projektu była organizacja festiwalu muzyki reagge, choć nigdy przedtem jej nie słuchałam i znałam tylko Boba Marleya (śmiech). Mimo to pojechałam do Włoszech, w okolice Bolonii, gdzie pomagałam przy organizacji festiwalu.
Co dokładnie robiłaś podczas projektu?
Gabi : Mnóstwo różnych rzeczy, mój wolontariat składał się z 3 etapów:
- 1. Zbudowanie terenu,
- 2. Festiwal,
- 3. Posprzątanie.
Zbudowanie terenu festiwalu zajęło cały pierwszy tydzień. Zwoziliśmy cały sprzęt, dekoracje, wszystko, co mogło się przydać. Było też bardzo dużo czyszczenia, polityką festiwalu jest dawanie przedmiotom drugiego życia, więc dużo rzeczy było z drugiego obiegu. Stąd mycie i ewentualne odmalowywanie różnych dekoracji było moim głównym zadaniem przez pierwsze kilka dni. Później, bliżej samego festiwalu zaczęła się cięższa praca – stawianie płotów, marokańskich namiotów i toalet. Przy każdym zadaniu czuwał nad nami opiekun, który mniej lub bardziej mówił po angielsku… bywało z tym naprawdę różnie, ale zawsze był chętny do wytłumaczenia co i jak. Miałam bardzo ciekawą lekcje hydrauliki po włosku, z której wyciągnęłam naprawdę dużo (śmiech). Oprócz pracy przy festiwalu każdego dnia byliśmy odpowiedzialni za przygotowanie sobie jedzenia i utrzymywanie ładu w obozowisku.
Podczas samego festiwalu każdy wolontariusz miał przydzielone zadanie w zależności od swoich preferencji. Każdy dzień był podzielony na tury po 4 godziny każda. Podczas jednej tury można było zajmować się sprzedażą merchu, pracą w kuchni lub za barem albo byciem ochroniarzem. Jednego dnia można było mieć jedną lub dwie takie tury. Reszta czasu to był po prostu czas wolny. Podczas takiej pracy byliśmy z włoskimi wolontariuszami, co ułatwiało obsługę klientów po włosku. Choć po 2 tygodniach sami naprawdę dużo rozumieliśmy.
Ostatni tydzień to było sprzątnie, składanie i jeszcze więcej sprzątania. Choć udało nam sie wygospodarować czas na dwie wędrówki po okolicy i zwiedzenie Bolonii.
Jak wyglądał proces rekrutacyjny? Co zrobić, by wyjechać na wolontariat za granicą?
Gabi : Rekrutacja była bardzo prosta, wszystko odbyło się przez stronę workcamps.pl, na której znalazłam mój wolontariat i przez którą aplikowałam. Trzeba było tylko wypełnić kwestionariusz i napisać kilka słów o tym, dlaczego to ja będę odpowiednim wolontariuszem. Cały proces był bardzo przejrzysty i niezbyt skomplikowany. Najwięcej czasu zajęło znalezienie odpowiedniego projektu, było ich naprawdę dużo, a podczas jednej aplikacji można zgłosić się na 3 wyjazdy.
Co trzeba wiedzieć przed takim wyjazdem? Czy trzeba się jakoś przygotować?
Gabi : Wszystko zależy od tego, czy jest to projekt w ramach Europejskiego Korpusu czy innej organizacji. Mój finansowany przez Unię Europejską był darmowy, nie musiałam płacić żadnych opłat, a koszt dojazdu był zwrócony. Ważne było znalezienie odpowiedniego dojazdu tak, by się zmieścił w budżecie określonym przez regulamin projektu. Ważne, by mieć odpowiednią dokumentację biletów, by dostać zwrot kosztów.
Po przyjęciu na wolontariat dostałam też listę rzeczy, które należy spakować i jakich warunków się spodziewać.
Czy jest coś co chciałabyś wiedzieć o wyjeździe, czego nie wiedziałaś wcześniej?
Gabi : Myślę, że warto pamiętać o dokumentacji biletów i paragonów. Początkowo nie zwracałam na to dostatecznej uwagi. Ważne, żeby pamiętać, że zwrot może trwać bardzo długo w zależności od kraju, do którego pojechaliśmy – ja czekałam około 6 miesięcy.
Czego się nauczyłaś podczas projektu?
Gabi : Myślę, że dzięki wyjazdowi mam dużo więcej luzu i otwartości. Czuję się również bardziej przygotowana na podróżowanie, był to mój pierwszy solo wyjazd z Polski. Taka przygoda może dodać naprawdę dużo pewności siebie, uczy też organizacji. Nie zabrakło też oczywiście nauki kilku nowych słów po włosku! Wolontariat za granicą to naprawdę super opcja do rozwoju w dziedzicach, które cię interesują, ale też do zrobienia czegoś zupełnie innego i trochę szalonego, tak, jak w moim przypadku.
Wyjazdy organizowane przez korpus solidarności to też świetna opcja do poznania realiów życia w innych państwach UE. Taki wyjazd to coś innego niż zwykłe wakacje, ma się dużo więcej interakcji z mieszkańcami, a przede wszystkim można przyczynić się do pozytywnej zmiany w tej społeczności.
Sfinansowane ze środków UE. Wyrażone poglądy i opinie są jedynie opiniami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Unia Europejska ani podmiot udzielający dotacji nie ponoszą za nie odpowiedzialności.