Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
ROZUMIEM

Krótki przewodnik po Notion

Życie bywa skomplikowane. Właściwie pokusiłabym się nawet o tezę, że nie tyle bywa, co po prostu jest. Co zrobić, by choć trochę sobie ułatwić przemierzanie przez jego meandry? Można wyznaczyć sobie cele, można pójść o krok dalej i rozbijać cele na zadania do wykonania każdego dnia, które przeniesiemy na listy… Sęk jednak w tym, że nawet z wyznaczonymi celami i zadaniami, ale bez dobrej organizacji utoniemy w stertach walających się na biurku kartek i setkach plików o nic nie mówiących nazwach. Co zrobić, żeby temu zapobiec?

Jednym z narzędzi, które ułatwiają poradzenie sobie z tym problemem jest bohater dzisiejszego artykułu – Notion.

Notion – co to i z czym to się je?

Notion to startup, który powstał w 2013 roku w San Francisco. Jest to też przede wszystkim bardzo uniwersalne i wielofunkcyjne narzędzie umożliwiające organizację różnych sfer życia w jednym miejscu. Działanie aplikacji przypomina swoją funkcjonalnością stronę internetową, w której z menu głównego możemy przechodzić na różne podstrony. Dzięki takiemu działaniu możemy poświęcić każdą stronę innemu aspektowi codzienności, a na każdej stronie dodać podstrony przeznaczone jeszcze mniejszym jej fragmentom.

I tak jedna strona może być przeznaczona szkole, czy studiom. Z niej możemy przejść do stron poświęconych różnym przedmiotom, tak by jak najlepiej radzić sobie w gąszczu codzienności. Kolejne mogą dotyczyć planowania posiłków, pracy, zajęć dodatkowych, pobocznych projektów, czy nawet, tak jak w moim przypadku, oceniania kawy.

Na każdej ze stron możemy używać różnych narzędzi, tak by spersonalizować je i dostosować do swoich potrzeb. Możemy tworzyć bazy danych, tabele, zwykłe notatki, kalendarze, listy zadań…

Magiczny ukośnik

Dlaczego magiczny? Ukośnik („/”) używany jest w Notion jako znak rozpoczynający pisanie komendy – dzięki niemu możemy w łatwy sposób dodawać kolejne bloki czyli klocki budulcowe całej aplikacji.

Tagi

Bardzo ważną funkcjonalnością Notion jest możliwość dodawania tagów, dzięki którym możliwe jest sortowanie zawartych w nim informacji.

Minusy Notion

Żadne narzędzie nie jest idealne, Notion też takie nie jest. Sama za największy minus tej platformy uważam trudności związane z eksportowaniem stworzonych na nim treści. Nawet kopiując zwykły tekst formatowanie ulega bardzo dużemu zniekształceniu i towarzyszy temu wszystkiemu ogólny galimatias. Nigdy nie używam Notion w związku z tym do tworzenia „treści na eksport” i godzę się z tym, że parafrazując klasyka co w Notion, na zawsze pozostaje w Notion.

Innym minusem jest mnogość możliwości, która jest po prostu przytłaczająca, szczególnie dla początkującego użytkownika. Poza przerażeniem jakie może wzbudzić, ilość opcji przyczynia się też niejednokrotnie do paradoksalnego zwiększenia chaosu, któremu przecież sama platforma ma przeciwdziałać. Możliwości, które dwoją i troją się przed oczami są najzwyczajniej bardzo kuszące. Trochę jak w przypadku prowadzenia Bullet Journalu łatwo jest oddać się pogoni za estetycznym wyglądem i stracić z oczu główny cel jakim jest przejrzystość.

Gotowe szablony

Jedną z cech Notion, która bardzo ułatwia początki jest możliwość kopiowania gotowych szablonów utworzonych przez samą firmę lub przez bardziej doświadczonych użytkowników, którzy chcą się podzielić swoją wiedzą. Szablony pomagają też odnaleźć w gąszczu możliwości te, które są w danej sytuacji faktycznie przydatne.

Właśnie taki szablon, przygotowany przez nas, można znaleźć korzystając z linku.

Szablon, który przygotowaliśmy jest przeznaczony dla uczniów i studentów. Pozwala na lepsze odnalezienie się w zajęciach i przedmiotach.

Każdy szablon można edytować zgodnie z własnymi potrzebami. Przykładowy sposób na modyfikacje dostępnej w naszym szablonie tabelki widać poniżej.

Niech moc Notion będzie z Wami!

Co zagraniczne uczelnie lubią najbardziej? – czyli co zrobić, aby ułatwić sobie rekrutację na studia za granicą

Coraz więcej osób decyduje się na studia poza granicami Polski – możliwość wyjazdu z ojczyzny często otwiera przed nami zupełnie nowe perspektywy – nauka języka obcego, nawiązywanie znajomości i poznawanie kultury danego kraju są niezwykle budującymi doświadczenieniami. Warto też dodać, że pracodawcy często przychylniej i z większą aprobatą patrzą na osobę, która ukończyła zagraniczną uczelnie – posiadanie dyplomu uniwersyteckiego z innego kraju może być kartą przetargową przy poszukiwaniu dobrej pracy.

Co możemy zrobić, aby zwiększyć swoje szanse na studiowanie za granicą?

Każda uczelnia i każdy kraj rządzi się swoimi prawami. Można jednak wyróżnić pewne aktywności i działania, które znacząco poprawią nasz wizerunek w oczach zagranicznych rekruterów. Jak się okazuje, aby dostać się na uniwersytet poza naszą ojczyzną, nie trzeba być uczniem wybitnym, z maksymalnymi wynikami ze wszystkich matur i kilkoma wygranymi olimpiadami – dobre wyniki w nauce są istotne, jednak nie są jedynym czynnikiem, który warunkuje pomyślność rekrutacji.

Listy motywacyjne – najwięksi przyjaciele potencjalnego kandydata

Wiele uczelni, szczególnie w krajach anglosaskich, wymaga od swoich przyszłych studentów napisania listu motywacyjnego – jest to dokument, w którym trzeba opisać siebie w taki sposób, aby zrobić jak najlepsze wrażenie na komisji rekrutacyjnej, a co za tym idzie, to on w wielu przypadkach jest decydującym czynnikiem, od którego zależy, czy dostaniemy się na wymarzoną uczelnię. Absolutnie nie chodzi o to, aby zmyślać na swój temat lub przeceniać swoje możliwości, bo rekruterzy najbardziej doceniają indywidualizm i kreatywność, a także umiejętność nieszablonowego podejścia do danego tematu u ucznia.

Możemy wyróżnić kilka rodzajów listów motywacyjnych, zależnych od długości wymaganego dokumentu, typu uczelni czy kraju, w którym chcemy się uczyć.

  • Personal Statement

To rodzaj listu wymaganego najczęściej w Anglii, opiewa na tekst o długości około 3000 – 4000 znaków. Skupiamy się w nim na naszych mocnych stronach, osiągnięciach, umiejętnościach, a także planach i perspektywach rozwoju.

  • Statement of Purpose

List ten ma mieć podobną długość, co Personal Statement, jednak jest bardziej oficjalny i zawiera nieco inny rodzaj informacji – tutaj koncentrujemy się nad naszą historią, motywacjami i planami na przyszłość – mamy się pokazać przed rekruterami jako ktoś, kto ma duży potencjał do działania i rozwoju.

  • Application/Admissions Essay

Od swoich poprzedników różni się tym, że nie jest ściśle o nas – tym razem skupiamy się na jednym temacie, który opisujemy w około 600 słowach. Przez to zadanie mamy pokazać nasze umiejętności w pisaniu, erudycję i ogólną wiedzę w zakresie danego zagadnienia. Najczęściej jest wymagany przez uczelnie, na które rekrutacja nie odbywa się przez ogólnokrajowe platformy, a także w Szwajcarii, gdzie taki typ platform w ogóle nie funkcjonuje.

Jak widać, większość motywacyjnych prac pisemnych skupia się na naszych aktywnościach, działaniach, ambicjach i najważniejszych dokonaniach. Tylko jakie dokonania możemy właściwie uznać za najważniejsze z punktu widzenia rekruterów?

Aktywność społeczna, aktywność społeczna i jeszcze raz aktywność społeczna!

Jak się okazuje, na wielu zagranicznych uczelniach przykłada się wielką wagę do wszelkiego rodzaju projektów, kampanii społecznych, czy wolontariatu. Dla chcącego znalezienie sobie pracy wolontaryjnej nie będzie trudne, bo można wybierać w morzu możliwości (które możecie znaleźć między innymi na naszej stronie) – od wolontariatu zdalnego, do stacjonarnego, a nawet pierwszego stażu i pracy. To wszystko może wywrzeć duże wrażenie na studiach za granicą – będzie świadczyło o przedsiębiorczości i ambicjach aspirującego studenta.

Warto dodać, że rekruterzy chcą zobaczyć u kandydata dużo kreatywności, ambicji i chęci do działania, do zmieniania swojego własnego otoczenia, przez co dużą rolę odgrywa także działalność w samorządzie szkolnym czy klasowym (przy czym z reguły samorządy szkolne liczą się bardziej od klasowych).

Czy udział w polskich olimpiadach może pomóc?

W Polsce tytuł laureata lub finalisty olimpiady daje nam pierwszeństwo w rekrutacji na wybrane przez uczelnię kierunki studiów. Za granicą jednak wygląda to nieco inaczej – zapewne tytuł laureata Olimpiady Matematycznej pomoże nam dostać się na kierunki matematyczne, a laureat Olimpiady Języka Francuskiego łatwiej dostanie się na studia we Francji, ale kiedy w Polsce laureat Olimpiady Filozoficznej ma maksymalną ilość punktów i pierwszeństwo w rekrutacji na neurobiologię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, za granicą takie osiągnięcie może nie mieć żadnego wpływu na rekrutację na kierunki około-biologiczne.

Duże znaczenie mają międzynarodowe olimpiady przedmiotowe, takie jak Międzynarodowa Olimpiada Matematyczna czy Międzynarodowa Olimpiada Ekonomiczna. Trzeba się jednak liczyć z tym, że mało kto jest w stanie się na nie dostać, a co więcej, coś na nich wygrać. Nie znaczy to jednak, że nie ma żadnych olimpiad, które mogą nam pomóc dostać się na studia poza ojczyzną – ciekawą opcją jest udział w olimpiadzie Zwolnieni z Teorii, która polega na stworzeniu własnego projektu społecznego.

Odpowiednie certyfikaty językowe

Wiele uczelni i krajów wymaga od studenta rekrutującego na kierunki wykładane w danym języku jego znajomości na poziomie C1/C2 (czasami jak na przykład w przypadku Francji wystarczy B2), poświadczonej odpowiednimi certyfikatami (przykładowo: TestDaF i DSH w Niemczech, czy DELF i DALF we Francji). Warto dodać, że niektóre miejsca, między innymi niektóre włoskie uczelnie, wymagają odpowiednich poświadczeń dotyczących języka włoskiego, nawet jeśli uczeń chciałby chodzić na kierunek wykładany w języku angielskim.

Czy to, jak spędzamy wakacje ma jakieś znaczenie?

O dziwo, tak. Przykładowo, w rekrutacji na King’s College w Londynie, rekruterzy pytają nas o nasze zajęcia wakacyjne – czy czas wolny spędzamy nie robiąc nic konstruktywnego, czy w czasie trwania przerwy letniej jeździmy na różne obozy, np. językowe, pracujemy czy działamy w wolontariacie. Naturalnie preferowaną odpowiedzią jest ta, mówiąca o szerokim zakresie naszych aktywności w okresie wakacyjnym. Być może jest to znak, by zadbać o nasze plany na zbliżające się wakacje?

Zagranica zagranicy nierówna

W całym ferworze działań ułatwiających nam dostanie się na studia, musimy pamiętać, że zasady rekrutacji w każdym kraju, na każdy uniwersytet i kierunek są różne –  na uczelnie we Włoszech nie potrzeba pisać żadnego listu motywacyjnego, w Portugalii miejsce na uczelni otrzymuje się wygrywając konkurs świadectw, a w Hiszpanii wystarczy nam tak naprawdę tylko świadectwo maturalne.

Pamiętajmy też, że wiele kierunków, na przykład medycznych, wymaga zdawania dodatkowych egzaminów dotyczących wiedzy z danej dziedziny, aby wybrać grupę najlepszych kandydatów.

Niezależnie od wyboru kraju, w którym chcemy studiować, warto wykazać się w szkole średniej różnymi formami aktywności społecznej czy naukowej, bo mogą przynieść nam tylko korzyści, a być może pomogą nawet dostać się na studia, czy znaleźć pierwszą pracę.

Źródła:

ABC pracy psychologa

O tym jak wygląda praca psychologa od kuchni, jak może wyglądać przykładowa ścieżka kariery, a nawet o tym jakie przedmioty w szkole są szczególnie ważne dla wszystkich, którzy chcieliby wybrać tę ścieżkę kariery rozmawialiśmy z Olgą Daligą, autorką książki „Jak rozumieć, nazywać i regulować swoje emocje” i instagramowego profilu psycho.inspiracje.

Jak wygląda Pani praca „od kuchni”? Jak wygląda codzienna praca psychologa? 

Na co dzień zajmuję się przygotowywaniem tekstów psychoedukacyjnych, więc przed opracowaniem jakiegoś zagadnienia, zaglądam do źródeł naukowych. Jeśli chodzi o konsultacje psychologiczne, przed każdą rozmową czytam notatki z poprzedniego spotkania. Dodatkowo staram się na bieżąco poszerzać swoją wiedzę, uczestnicząc w szkoleniach czy wykładach lub czytając książki. Praca ta na pewno nie jest schematyczna, ale wymaga szybkiego podejmowania decyzji czy odnajdywania się w nowych warunkach. Zazwyczaj każdy dzień wygląda nieco inaczej.

Dlaczego wybrała Pani psychologię?

Odkąd pamiętam interesowała mnie praca z ludźmi, dodatkowo od kilku osób słyszałam, że jestem dobrym słuchaczem. Przeglądając ofertę studiów, zauważyłam, że jest tam wiele przedmiotów z różnych dziedzin, co sprawiło, że kierunek ten był niezwykle interesujący.

Czy wybrałaby Pani ten kierunek jeszcze raz?

Tak, zdecydowanie tak. Studia są wymagające, ale także bardzo ciekawe i rozwijające. Pozwalają patrzeć na nowe sytuacje czy zjawiska z różnych stron. Na studiach większość zajęć skupia się na praktyce, co pozwala przećwiczyć i udoskonalić zdobyte umiejętności.

Jakie powinno się mieć cechy, żeby zostać psychologiem?

Uważność, delikatność, ale też umiejętność stawiania granic i asertywność, dociekliwość, ciekawość, skrupulatność, otwartość, elastyczność, kreatywność, chęć do tego, by stale poszerzać swoją wiedzę i uczestniczyć, np. w szkoleniach, kursach czy konferencjach.

Czy są jakieś kroki, które można podjąć już w szkole średniej myśląc o pracy psychologa?

Myślę, że dobrym pomysłem jest zaangażowanie się w wolontariat albo koło zainteresowań. Warto także być uważnym na lekcjach biologii, ponieważ na studiach są zajęcia, które dotyczą, m.in. funkcjonowania mózgu, więc podstawy biologii są bardzo pomocne. Co więcej, to ważne, by mieć solidne podstawy z matematyki, ponieważ na tym kierunku jest dość dużo ćwiczeń i wykładów ze statystyki oraz logiki.

Jak wyglądała Pani ścieżka kariery?

W czasie studiów zaangażowałam się w wolontariat oraz staże, m.in. w Ośrodku Wczesnej Interwencji czy przedszkolu terapeutycznym. Następnie zajmowałam się prowadzeniem konsultacji oraz wsparcia psychologicznego, współpracując z firmą edukacyjną oraz fundacją. Obecnie tworzę treści psychoedukacyjne oraz prowadzę konsultacje psychologiczne. Natomiast miesiąc temu miała miejsce premiera mojej książki ,,Jak rozumieć, nazywać i regulować swoje emocje’’.

Praca psychologa kojarzy się głównie z bezpośrednią pracą z pacjentem, czy są jakieś inne możliwości?

Tak, można pracować w biznesie, sporcie, mediach, zajmować się analizą danych albo pracą naukową, np. na uczelni. Praca w gabinecie to tylko jedna z możliwości. Psychologia jest bardzo obszerna i dla każdego znajdzie się w niej miejsce.

Na koniec pytanie, które zadaję wszystkim gościom – czy jest jakaś książka, która szczególnie Panią zainspirowała albo po prostu jest dla Pani ważna? 

,,Pestki’’ Anny Ciarkowskiej. Przeczytałam ją już kilka razy. Ciepło zapraszam także do zapoznania się z moją książką. Choć o emocjach mówi się dużo i często, większość osób ma trudności w ich rozpoznawaniu i regulowaniu. Czują się przytłoczeni i zalewani uczuciami albo przeciwnie, deklarują, że nie czują nic. Jest to poradnik, który pomaga w przyglądaniu się i utulaniu swoich emocji. Uczy także sposobów na to, by je zrozumieć i umieć regulować. W książce znalazło się sporo praktycznych zadań i ćwiczeń, które pozwalają zapoznać się z materiałem poprzez doświadczanie. Przytaczam również historie pacjentów oraz przykłady z własnego życia, co pozwala zobrazować przedstawiany problem.

Jeżeli przeczytałeś cały artykuł, powiedz nam co o nim myślisz wypełniając ankietę!

Studia w Wielkiej Brytanii

O tym jak naprawdę wyglądają studia w Wielkiej Brytanii i jak wygląda codzienne życie Londyńczyka miałam okazję porozmawiać z Maksymilianem Muchą, studentem University College London.

Zacznijmy może od tego co dokładnie i gdzie studiujesz?

Studiuję ekonomię na UCL-u, czyli University College London. Skończyłem 2 rok licencjatu, odbywałem też praktyki w BNP Paribas w dziale Global Markets w Londynie. Udało mi się uzyskać ofertę powrotną pracy już na pełen etat.

Na UCL-u angażuje się też w wiele Society, czyli w działanie organizacji studenckich. Jeśli chodzi o moje doświadczenia, to w liceum brałem udział w olimpiadach, zdobyłem pierwsze miejsce na Olimpiadzie Ekonomicznej, a następnie srebrny medal na Międzynarodowej Olimpiadzie Ekonomiacznej.

Dlaczego zdecydowałeś się na studia w Wielkiej Brytanii?

W momencie, w którym w drugiej klasie wygrałem Olimpiadę Ekonomiczną, zapewniło mi to indeks w SGH w Warszawie. Zdecydowałem się, że chcę aplikować na uczelnie, które są najwyżej w światowych rankingach. Mając właściwie cały rok na przygotowanie aplikacji, byłem w bardzo komfortowej sytuacji i udało mi się tego dokonać.

Jakość edukacji stoi tu na zdecydowanie wyższym poziomie niż w Polsce. Także system pozwala na rozwój poza studiami poprzez aktywności poza uczelnią.

Nawiązując do wywołanego przez Ciebie systemu, jakie widzisz różnice w studiowaniu w Polsce i w Wielkiej Brytanii?

Myślę, że różnice są dość duże. Zacznę od samej organizacji roku akademickiego. Mam wrażenie, że mamy więcej przerw od nauki. W środku każdego semestru mamy tydzień przerwy na tzw. Reading Week, czyli tydzień podczas którego można nadrobić materiał, jeśli ktoś jest do tyłu lub jeśli nie mamy żadnych zaległości po prostu odpocząć. Mamy parę tygodni przerwy świątecznej, znowu 10 tygodni nauki z Reading Weekiem w środku. Później jest miesięczna przerwa na Wielkanoc, a po niej zaczyna się sesja egzaminacyjna.

Jeśli chodzi o dzień nauki, mamy zdecydowanie mniej zajęć na uczelni. To są góra 3 zajęcia, czy to wykłady, czy ćwiczenia, na których musimy się pokazać więc naprawdę nie jest tego dużo. Czasami są dni, w które nie mam żadnych zajęć. Z drugiej strony muszę przez to dużo pracować samodzielnie, dużo jest czytania, wysyłania prac domowych, w każdym semestrze są też projekty.

Dynamika pracy jest więc zupełnie inna. Jest duży nacisk na pracę indywidualną, mniejszy na samą obecność. Jeśli ominę 1, 2 wykłady to raczej nikt nie robi z tego dużego problemu, ważne, żebym był na bieżąco z materiałem i go rozumiał.

Nie mamy też zaliczeń, wejściówek czy kolokwiów. Jeśli praca jest oceniana jest wliczana do oceny końcowej. Nie ma jednak czegoś takiego, że mogę być dopuszczony lub nie do egzaminu, pod warunkiem, że aktywnie uczestniczę w zajęciach.

W Polsce też na wielu kierunkach jest tak, że trafiamy do grupy dziekańskiej i z nią mamy wszystkie zajęcia. Tu z kolei każdy przedmiot mamy z innymi osobami, co towarzysko jest minusem, bo trudniej nawiązać jest znajomości. Z drugiej strony z kolei, jeśli na przykład nie pasuje nam coś godzinowo, wystarczy wysłać jeden e-mail i będziemy bez problemu przeniesieni do innej grupy. Pozwala to zdecydowanie większą elastyczność.

Warto też wspomnieć, że to, że grupy są bardzo zmienne, gdyż wiele przedmiotów można wybrać. Na pierwszym i drugim roku wybierałem około 1/3 przedmiotów. Na 3 roku mogłem wybrać już właściwie wszystko z dozwolonego zakresu modułów. Ekonomia jest jednak dość ogólną dziedziną, więc możliwość wybrania jakiegoś jej pola jest dużym atutem.

Jakie widzisz zalety studiowania w Wielkiej Brytanii?

Podejście wykładowców i ćwiczeniowców jest bardzo prostudenckie, w dużej mierze skupia się na naszych potrzebach jako studentów. Możliwość wybierania sobie grup i przedmiotów pokazuje, że faktycznie dużą wagę przywiązuję się do dostosowania studiów do indywidualnych potrzeb.

Dużą zaletą jest też prestiż tych studiów. Wiem, że to może kontrowersyjnie i powierzchownie brzmi, ale naprawdę tak jest i umożliwia to zdobycie dużo lepszych ofert pracy. Można pracować w największych firmach w Londynie, co jest olbrzymią zaletą, zwłaszcza, że niektóre sektory, jak na przykład interesujący mnie Global Markets w Polsce jest gorzej rozwinięty. Aplikowanie do pracy w Londynie w finansach po polskim uniwersytecie jest bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe, bo polskie uczelnie są tu po prostu słabo rozpoznawalne, a konkurencja jest ogromna. Studia tutaj otwierają wiele drzwi.

W kontekście samego studiowania, uważam też, że duży nacisk jest kładzony na jakość naszej pracy. Prace niemal zawsze mają limit znaków, przez co uczymy się pisać konkretnie i na temat, co uważam jest bardzo przydatne w życiu. Na egzaminach nie oceniane jest tylko to czy potrafimy odtworzyć materiał z podręcznika, ale też krytyczne myślenie, umiejętność argumentacji oraz zdolność to spojrzenia na problem z odmiennej perspektywy. W ten sposób nabywamy umiejętności, które można zaaplikować w niemal wszystkich dziedzinach życia.

Dzięki swojej elastyczności studia pozwalają na angażowanie się w wiele działań poza nauką, można angażować się w koła studenckie, inne aktywności. Mamy czas na rozwijanie swoich zainteresowań.

A jakie widzisz wady?

Myślę, że największą wadą, która wynika ze specyfiki uczelni, jest bardzo duża liczba studentów. Na moim kierunku jest ponad 700 osób. Myślę, że nie powinno to być tak dużo. Po pierwsze jest to organizacyjnie trudne. Po drugie widać, że prowadzący są po prostu przeciążeni. Myślę, że to może się różnić na innych uczelniach i wynika z faktu, że mój rocznik jest tzw. „pandemicznym”, co spowodowało na przyjęcie większej ilości studentów niż zazwyczaj.

A jak się żyje w Londynie i w Wielkiej Brytanii w ogóle jako osobie z zewnątrz?

Londyn jest na tyle wielokulturowym miastem, że trudno się wyróżniać jako obcokrajowiec, gdyż jesteśmy dużą częścią tego miasta. Na początku trudne jest odnalezienie się, bo Londyn jest ogromnym miastem i może być przytłaczający, jednak daje też niezliczoną ilość możliwości.

Zdecydowałbyś się na wyjazd do UK jeszcze raz?

Myślę, że tak.

Odnośnie jeszcze samego życia w Wielkiej Brytanii i w Polsce, jakie dostrzegasz różnice?

Londyn jest miastem bardzo nastawionym na konkurencję. O każde miejsce, czy to chodzi o pracę, czy o mieszkanie, trzeba konkurować. Obecnie o jedno mieszkanie w Londynie aplikuje średnio 35 osób, co jest szaloną liczbą. Sam standard mieszkań w jest też o wiele niższy niż w Polsce. Ta ciągła rywalizacja jest po prostu męcząca, nie można się odciąć nawet na chwilę, bo świat ucieka przed tobą. Koszty życia są też niewyobrażalnie wysokie.

Z drugiej strony w Londynie jest wszystko, jeśli chodzi o stronę kulturalną, jest mnóstwo teatrów, oper, filharmonii. Jedzenie dzięki mnogości kultur z całego świata jest tutaj świetne wbrew stereotypom o anglielskiej kuchnii. To co też doceniam jest duża ilość zielenii miejskiej która pozwala odetchnąć podczas spaceru lub biegania w wolnych chwilach.

Jeśli interesuje Cię temat studiów za granicą, mogą zaciekawić Cię inne artykuły z tej serii, opowiadające o studiach w Korei, Holandii i Niemczech.

Jeżeli przeczytałeś cały artykuł, powiedz nam co o nim myślisz wypełniając ankietę!

Studia w Holandii

Jeśli jesteś zainteresowany studiami za granicą w ogóle mogą Cię zainteresować również wywiad o studiach w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Korei.

Na początku chciałabym się zapytać co dokładnie i gdzie studiujesz?

Studiuję Liberal Arts and Sciences na Erasmus University College, który przynależy do Erasmus University Rotterdam. W ramach tego kierunku mam możliwość wyboru tzw. major, czyli specjalizacji. W moim przypadku jest to prawo międzynarodowe.

Dlaczego zdecydowałaś się na studia w Holandii?

Pierwsza przyczyna jest dość banalna, bo jest nią Brexit, który troszeczkę uniemożliwił mi studia w dość popularnym miejscu jakim była i nadal jest Anglia. Drugą przyczyną było to, że po prostu chciałam wyjechać z Polski na studia. Uczyłam się wcześniej w programie matury międzynarodowej i chciałam dalej kontynuować naukę zarówno w języku angielskim, jak i w obcym kraju, trochę dla doświadczenia, a trochę też dla kontaktu z międzynarodowym środowiskiem akademickim. Taki kontakt jest dla mnie czymś fascynującym i kształcenie się pod okiem najlepszych osób w swoim fachu było dla mnie jednym z decydujących czynników.

Jakie widzisz różnice między systemem studiowania w Holandii i w Polsce?

Ostrzegam na początku, że moja perspektywa będzie zauważalnie różna od perspektywy osób studiujących na klasycznych uniwersytetach i w klasycznym systemie szkolenia, bo Liberal Arts and Sciences są bardzo odmienną rzeczą od po prostu studiów zagranicznych, czy studiów w Holandii. Nasza nauka musi być dużo bardziej systematyczna, przedmioty mamy ze wszystkich dziedzin naukowych, są to zarówno nauki ścisłe, humanistyczne, społeczne, czy też ekonomiczno-biznesowe. To jest pierwsza różnica. Pomimo tego, że studiuję prawo, studiuję też, tak na dobrą sprawę, mnóstwo innych rzeczy. Kształcę się bardzo ogólnie z możliwością robienia bardzo wąskiej ścieżki specjalizacji.

Kolejną różnicą jest to, że mamy bardzo indywidualny tok nauczania, bardzo dużą wolność i bardzo mały uniwersytet. W związku z tym jest to zupełnie inny system funkcjonowania w społeczności akademickiej. Każdy ma głos, każdego zna ekipa koordynująca kierunek. Na collegach, które oferują program Arts and Sciences jest dużo większa dowolność i prawo wyboru, które pozwalają na jak najlepsze ukierunkowanie siebie. Jesteśmy też pod opieką bardzo wyczulonych na tę indywidualność tutorów.

Kolejna rzecz to to, że cały system holenderski jest bardzo nastawiony na praktykę. Zawsze, czy to w collegach, czy na uniwersytetach, jest bardzo dużo applied knowledge, dużo study case-ów. Na collegach jest też duży nacisk na akademickość, czyli pisanie prac akademickich nie zależnie od poziomu. Jesteśmy uczeni i trenowani po to, żeby takie prace akademickie naprawdę pisać i projektować różnego rodzaju research adekwatnie do swoich dziedzin, ale też tak, żeby mieć wgląd na to jak to wygląda w innych dziedzinach. To jest bardzo duża różnica. Nauka nie polega na tym, żeby zapamiętywać dużo różnych szczegółów, czy tak jak w moim przypadku – uczyć się kodeksów na pamięć, tylko mieć później taką wiedzę z prawa międzynarodowego, żeby umieć ją zaaplikować i do rzeczy akademickich, i do praktyki zawodowej.

Jakie widzisz zalety studiowania w Holandii i w tym kontekście ściśle akademickim, i w kontekście życia i mieszkania w tym kraju?

Zacznę może od kontekstu akademickiego, żeby płynnie kontynuować dalej. Myślę, że na pewno jedną z zalet jest nacisk na indywidualność, na to, żeby pozwolić studentom uczyć się w bardzo zróżnicowany sposób i odkrywać te dziedziny, które są im bliskie. Generalnie w Holandii przez nastawienie na praktykę, jesteśmy dużo lepiej przygotowani do wyjścia w świat, wyjścia na rynek pracy. Jesteśmy też gotowi do pracy przez to, że wyjeżdżamy na własną rękę i tak naprawdę musimy nauczyć się przebywać w obcym kraju. To też na pewno jest bardzo kształtujące doświadczenie, które daje dużo samodzielności. Już sam uniwersytet bardzo, bardzo usamodzielnia, ponieważ nikt nas nie trzyma za rączkę, nikt nie mówi to musicie zrobić w taki sposób. Jak dostajemy opisy zadań to są one raczej tak zaprojektowane, że by wspomagać naszą kreatywność. Nikt nie przeprowadza nas przez proces od początku do końca, tylko jesteśmy trochę zdani sami na siebie, co wykształca dużo większą samodzielność akademicką i krytyczne myślenie. To jest największa zaleta studiów w Holandii.

Co do samego kraju, zaletą mieszkania w Holandii jest poznanie troszeczkę bardziej otwartego społeczeństwa, nie tylko otwartego w sposób polityczny, bo o tym nie ma co się rozgadywać, jest to rzecz dość oczywista. Powiedziałabym, że ludzie sami w sobie są otwarci, pomocni. Funkcjonuje się w kraju, który generalnie napawa optymizmem. Wszyscy mają raczej pogodne nastawienie, chętnie się socjalizują, wypadanie na drinka, czy na kolację po zajęciach jest bardzo normalne. Każdy szuka balansu. Pomimo tego, że ludzie relatywnie dużo tu pracują, mogą liczyć na dobre wynagrodzenie, studenci też mogą liczyć na względnie dobre wynagrodzenie, na fajne oferty pracy i staży, a przy tym mają czas dla siebie. Jeżdżą też wszędzie na rowerach, co jest oczywistością, jeśli ktoś coś czytał o Holandii, ale to wspomaga też pewien zdrowotny obraz człowieka tam. To jest kraj, w którym można się uczyć balansu między życiem bardziej rozrywkowym a pracą czy zdrowiem.

A jakie widzisz wady?

Kryzys mieszkaniowy. Ogromne problemy ze znalezieniem mieszkania, szczególnie, że do Holandii napływa coraz więcej studentów. Strasznie ciężko jest znaleźć sobie lokum, które byłoby w dobrym przedziale cenowym i jeszcze z zaufanego źródła, najlepiej agencji, która nie oszukiwałaby na każdym kroku. Wiadomo, że we wszystkich większych miastach, nawet w Polsce, są takie problemy, natomiast tam to jest szczyt i apogeum.

Minusem też są na pewno koszty. Koszty utrzymania to nie są rzeczy, które są jakoś bardzo dofinansowywane, tylko jeśli na przykład pracuje się w Holandii określoną liczbę godzin.

Z pozoru Holandia może się wydawać krajem bardzo opiekuńczym i przyjaznym dla osób z zagranicy, jednak trzeba spełniać pewne kryteria, które często dla studentów mogą być nieosiągalne, szczególnie przy wymaganiach na uczelni. Bardzo mało jest wsparcia i stypendiów, które nie byłyby tylko dla Holendrów. Pewna taka faworyzacja Holendrów przez rząd, co jest oczywiście zrozumiałe, to jest w końcu ich państwo, ale z drugiej strony będąc otwartym krajem i szczycąc się przyjmowaniem studentów z zagranicy, mogliby wspierać tak samo studentów z zagranicy, którzy też przez jakiś czas przecież pracują na ich konto.

Transport publiczny jest też bardzo drogi i nie jest za bardzo wspierany dla studentów za granicznych, tak jak dla Holendrów. To jest też aktualnie w trakcie zmian, rząd holenderski nad tym pracuje, został też pozwany przez studentów zagranicznych.

Kontynuując wątek bycia studentem z zagranicy, jak Ci się studiuję jako imigrantce? Doświadczyłaś jakiś napięć na tym tle? Może jakiś szoków kulturowych?

Myślę, że kilka szoków kulturowych na pewno, ale głównie wynikających z tego, że obracam się w bardzo wielokulturowym środowisku i to jest moja wola. Było kilka sytuacji, w których coś mnie zdziwiło, ale to nigdy nie było coś bardzo poważnego. Na pewno zupełnie inna jest hierarchia, może warto tu zaznaczyć, że to jest tylko case mojego uniwersytetu. Mamy tu „EUC (Erasmus University College) bauble” jesteśmy bardzo diverse community, więc to funkcjonowanie jest zupełnie inne niż w samym Erasmus University, na którym dominują Holendrzy. Ja w swoim środowisku, w którym praktycznie każdy jest z innego kraju, czy innej kultury czuję się dobrze i nie mam problemów z tym, że jestem obca, z obcego państwa, ale to też dzięki dużemu naciskowi, który jest kładziony przez sam uniwersytet na to, żeby na uczelni tę różnorodność kultywować.

Kwestia języka jest rzeczą, która może przeszkadzać i mi często też przeszkadza, ale to też ze swojej niechęci, lenistwa, czy czegokolwiek, co sprawia, że się go aktywnie w żaden sposób nie uczę. Jest możliwość oczywiście, żeby praktycznie z każdym i wszędzie dogadać się po angielsku, ale w kwestiach formalnych jest często bariera, żeby niektóre rzeczy załatwić po angielsku płynnie i z taką samą zręcznością, co po holendersku. Innych barier, poza tym ściśle lingwistycznym aspektem, nie odczuwam aż tak.

Zdecydowałabyś się na wyjazd do Holandii jeszcze raz?

Tak. Na pewno. Nie koniecznie tylko dlatego, że jest to doświadczenie, które tak bardzo kształtuje i sprawia, że musimy stać się samodzielni bardzo, bardzo szybko i to we wszystkich kwestiach, bo tu dochodzą takie czynniki jak ogarnięcie rozumem całego nowego kraju, wszystkich zwyczajów, kwestii administracyjnych, ale też odnalezienia się w tak międzynarodowym środowisku i odnalezienia siebie w nim. To jest taka rzecz, która wzmaga i wspomaga samorozwój, który szczególnie szybko właśnie zachodzi w Holandii, która jest środowiskiem wystawiającym dość intensywnie na różne koncepcje, czy zachowania, mniejszości… Musimy wykształcić własne opinie.

Holenderski system kształcenia też personalnie mi odpowiada, ale to jest kwestia bardzo indywidualna, wszystko należy dostosować pod siebie. Zdecydowałabym się na te studia drugi raz, bo bardzo rozwinięty jest system pomocy. Jeśli z czymś sobie nie radzimy, czy jeżeli czujemy się gorzej, to albo po prostu ludzie, którzy są mili i otwarci są w stanie zagwarantować pomoc i takie uczucie bardziej jak u siebie, albo profesjonaliście na Uniwersytecie czy w różnych instytucjach są bardzo kompetentni i wyszkolenie w ułatwianiu wejścia w dorosłe i uniwersyteckie życie.

Planujesz zostać w Holandii po studiach?

Na ten moment nie jestem w stanie na to pytanie odpowiedzieć, myślę, że zobaczymy, jak się rozwinie sytuacja na świecie, czy będę mogła się przeprowadzić, żeby studiować jeszcze w innym kraju, zanim zdecyduję, gdzie ostatecznie wyląduję. Jestem otwarta na to i nie mam określonego planu, ale nie wiem, czy zostałabym w Holandii, żeby się tam osiedlić i budować tam przyszłe życie. Na pewno jest to super miejsce na prowadzenie młodego, rozrywkowego życia.

Chciałabyś jeszcze coś dopowiedzieć?

Przede wszystkim, że jest to bardzo okrojona opinia i wypowiedź, bo nie sądzę, że jest miejsce na to, żeby wszystkie szczegóły zawrzeć. Warto też może wspomnieć, że pomimo tego, że jest dużo strachu, ale też inicjatyw, które są super, bo pozwalają się zapoznać z tym jak się studiuje, jaki jest dany kraj, to dla każdego ten experience będzie zupełnie, zupełnie inny i warto to podkreślać. Różne rejony Holandii się od siebie różnią, mieszkanie w Rotterdamie, który jest dużym miastem, różni się od mieszkania na przykład w Mastrichcie czy Utrechcie, gdzie atmosfera jest dość kameralna. Warto więc poczytać o mieście, skontaktować się z kimś kto już tam jest i nie jechać w ciemno. Na pewno też otworzyć głowę przed przyjazdem do Holandii.

Jeśli przecztałeś cały artykuł zachęcamy do ocenienia go. Twoje zdanie pomaga nam się rozwijać.

Studia w Niemczech

Jeśli interesują Cię studia za granicą warto przeczytać również rozmowy o studiach w Korei, Wielkiej Brytanii i Holandii.

Na początku chciałabym się zapytać co dokładnie i gdzie dokładnie studiujesz?

Dwa tygodnie temu skończyłem studia na Technicznym Uniwersytecie Monachijskim. Studiowałem Kierunek Management and Technology, czyli Zarządzanie i Technologia, gdzie specjalizacją z części technologicznej była informatyka.

Dlaczego zdecydowałeś się na studia w Monachium?

Przede wszystkim szukałem jakiegoś wyzwania, a studia w Niemczech wydawały mi się czymś niedostępnym. Było to też spowodowane moją niechęcią do Angielskiej pogody i tym że Niemcy są stosunkowo blisko, studia są za darmo więc właściwie czemu nie?

Drugim powodem był kierunek, który mi bardzo podpasował, bo łączył część techniczną z zarządzaniem. Nie czysty biznes, bo to czasami średnio wychodzi dla ludzi, którzy kończą takie studia. Background inżynieryjny na pewno bardzo ułatwia znalezienie lepszej pozycji i pozwala po prostu rozumieć świat na wyższym poziomie.

Jakie widzisz różnice między polskim a niemieckim systemem nauczania, szczególnie w kontekście studiowania?

Sam nie studiowałem w Polsce, ale mam znajomych, którzy mi trochę naopowiadali więc mogę spróbować porównać te dwa kraje. Przede wszystkim wydaje mi się, że podejście na moim uniwersytecie jest bardzo uczciwe w stosunku do każdego. Wszystkie egzaminy są standaryzowane, anonimowe, nie ma czegoś takiego, że profesor cię nie lubi. Wykłady były też zawsze nagrywane, nawet przed pandemią, więc nie trzeba było chodzić na żadne zajęcia. Jedyna rzecz, na którą faktycznie trzeba iść to egzaminy i niektórzy rzeczywiście przyjeżdżają do Monachium tylko żeby napisać egzaminy. To jest pierwsza akademicka różnica.

Drugą jest ogromny budżet jakim dysponuje mój uniwersytet. Cała infrastruktura jest bardzo dofinansowana. Rocznie uniwersytet dysponuje kwotą miliarda sześciuset tysięcy euro. Te pieniądze idą głównie na research, więc to nie jest oczywiście tak, że wszystko idzie na studentów.

Kolejną różnicą jest właśnie to, że główną działalnością uczelni jest research, a nie nauczanie jak w przypadku Polski. Tu wszystko jest praktyczne, profesorowie prowadzą badania i są faktycznie bardzo na bieżąco, rozwijają różne technologie więc wiedzą z czym, co się je.

Inną różnicą, tym razem na korzyść Polski, jest to, że w Monachium poczucie atmosfery studenckiej jest bardzo małe. Studia są bardziej traktowane jako praca. Jeśli chodzi o wykłady, każdy zapisuje się na nie samodzielnie, przedmioty można zaliczać w dowolnej kolejności. Nie jest tak, że jest jakaś struktura programu i masz te same przedmioty cały czas ze swoją grupą, więc trzeba sobie znaleźć grupę swoich znajomych i jakoś się starać z nimi utrzymywać kontakt.

Kontynuując ten wątek różnic, jakie widzisz zalety studiowania w Niemczech i w kontekście akademickim, i w kontekście po prostu mieszkania i życia?

Na pewno jest bardzo wysoki poziom nauczania, jeśli chodzi o mój kierunek, bo tylko o nim mogę mówić. Przedmioty rzeczywiście mają sens. Bardzo wiele z tych przedmiotów, które miałem, miały nawet nawę, która brzmiała podobnie do tytułu książki, którą chciałbym przeczytać. Faktycznie trafiały w moje zainteresowania i teoria której się uczyliśmy była rzeczywiście użyteczna.

Przez to, że 65% moich studiów to zarządzanie, a 35% to inżynieria, to z inżynierii można wybrać różne specjalizacje. Dostępne są: budowa maszyn, chemia, medycyna, odnawialne źródła energii, jest informatyka i mój kierunek, czyli inżynieria komputerowa. Każdy może sobie wybrać to, co go najbardziej interesuje i zdobyć naprawdę fachową wiedzę nie tylko o biznesie. Świat jest pełny ludzi, którzy skończyli biznes i chcą robić biznes, a nie mają pojęcia o technologii. Jeśli chodzi o mnie, to studia ułatwiły mi dość mocno założenie firmy, którą prowadzę od 3 lat z dwoma moimi najlepszymi przyjaciółmi.

Teraz też skończyłem studia w Monachium i właściwie na dniach rozpoczynam studia w Cambridge. Reputacja TUMu jest też dużą zaletą. To jest najlepsza uczelnia w Niemczech, 49 na świecie i cały czas pnie się w górę. To też jest duża zaleta tej uczelni, bo administracja z roku na rok pyta studentów co ulepszyć na każdym kroku. Przez co, co roku kierunek jest inny, zmieniają się profesorowie, systemy, ulepszane są struktury i dzięki temu moim zdaniem ta uczelnia będzie szła tylko w górę jeśli chodzi o jakość nauczania. Bardzo duża waga przywiązywana jest do rozwoju i zmian, co nie jest oczywiste na innych bardzo dobrych uczelniach.

Jest też bardzo dużo możliwości wymian. Ja byłem w Singapurze na pół roku, robiłem tam staż w startupie i studiowałem na NUS. National University of Singapore jest najlepsze w całej Azji. TUMu ma relacje z najlepszymi uczelniami, z fajnymi programami.

Dużo pieniędzy idzie też w programy, które pomagają zakładać firmy. Obok uczelni jest coś, co się nazywa UnternehmerTUM. To jest fundacja finansowana przez najbogatszą rodzinę w Niemczech, która przeznacza bardzo dużo pieniędzy na programy stypendialne, stażowe i tak dalej. Brzmi super, bo jest super.

A jakie są wady?

Największą wadę już wspomniałem, społeczność studencka nie jest taka jaką bym sobie wymarzył, aczkolwiek niektórzy to też lubią, zależy od osobowości. Na pewno dla ekstrawertyków, dla osób, które chcą dużo robić są kluby studenckie, ja na przykład jestem w klubie przedsiębiorczości i one powinny teoretycznie tworzyć społeczność, ale to tak do końca nie działa. Trzeba się tam naprawdę dobrze zakręcić, znaleźć sobie też fajnych znajomych i tak dalej.

Drugą wadą jest to, że jest drożej, jeśli chodzi o koszt życia. Trudno mi jest powiedzieć ile dokładnie kosztuje utrzymanie, ale jest to dużo. Nie dostaje się też od razu akademika tylko trzeba na niego długo czekać. Ja czekałem 4 semestry, ale akademik jest świetny, bo mieszkam w wiosce olimpijskiej w Monachium. Ludzie normalnie nawet zwiedzają to miejsce, faktycznie jest niesamowite.

Jak ci się tam studiuje jako imigrantowi? Doświadczyłeś może jakiś szoków kulturowych?

Niemcy są dość zachowawczy. Nie jest to nic złego oczywiście, po prostu tak jest. Przez to też, że już od dłuższego czasu byli otwarci na ludzi z całego świata są niewzruszeni na większość rzeczy. Szokiem kulturowym było to, że całe Niemcy są bardzo nastawione na gotówkę i trudno jest płacić kartą, często nie ma płatności kartą na przykład w restauracjach i trzeba chodzić i wypłacać pieniądze. W Monachium, które jest dość charakterystyczną częścią Niemiec, zawsze bez problemu pozwalają iść i wypłacić, czasem nawet jak nie miałem gotówki ktoś mi dał coś za darmo, a w Berlinie jak chciałem pójść wypłacić do bankomatu, musiałem zostawić w zastaw telefon. Bardzo mnie to zdziwiło, bo byłem przyzwyczajony do tego, że w Monachium ludzie są raczej wyluzowani, jeśli chodzi o takie mniejsze kwoty.

Zdecydowałbyś się na wyjazd do Niemiec jeszcze raz?

Myślę, że tak. Na pewno bardzo mi się podobały aspekty akademickie, bardzo się rozwinąłem pod kątem mojego kierunku, czyli biznesu i tej strony inżynieryjnej. Nie jestem programistą natomiast mam pogląd na to jak to wygląda. Mogę swobodnie rozmawiać z programistami, co dla mnie jako osoby, która chce prowadzić i zakładać firmy, jest bardzo cenne.

Zdradziłeś, że dostałeś się na studia do Cambridge, ale czy chciałbyś jeszcze kiedyś wrócić do Niemiec i tam zamieszkać?

Zamieszkać raczej nie. Zakładam z moim kolegą fundację w Monachium, gdzie będziemy pomagali z decyzją o studiowaniu na naszym uniwersytecie- TUMie. Nazywa się Fundacja Thomasa Edisona i chcemy ją prowadzić przez wiele, wiele lat więc będę musiał wracać dość często. Nadal jestem też studentem TUMu, bo zapisałem się tu też na studia magisterskie, raczej ich nie skończę, ale mam nadal bazę, do której mogę wracać. Monachium jest dla mnie jedną z lokacji, gdzie mam biznesy do załatwienia.

Na koniec chciałem jeszcze powiedzieć, żeby się nie bać samemu wyjechać i samemu utrzymywać. To jest coś, co dużo studentów robi, są też programy stypendialne. Jest BAföG, czyli pożyczka studencka. Jest dużo mini jobs, w których pracuje się 10 godzin w tygodniu, a jednocześnie dość dobrze zarabia więc wszystko jest do osiągnięcia. Studiami samymi w sobie też nie ma się co przejmować. Dostanie się jest stosunkowo łatwe, jeśli wiesz jak zaaplikować i z jakimi maturami. Dlatego właśnie tworzymy tę fundację.

Może powiem teraz trochę o tym jak to się zaczęło. Byłem mentorem w Project Access, gdzie znalazł mnie Janek. Napisał do mnie, opowiadałem mu dużo, on miał dużo pytań. Koniec końców wyszło na to, że mieszkał u mnie w akademiku jak byłem w Singapurze na wymianie i dość mocno się zaprzyjaźniliśmy. Zacząłem mu doradzać na studiach, mówiłem mu jakie przedmioty najlepiej wybierać, jak najlepiej do nich podejść i w tym momencie jest jednym z najlepszych na swoim kierunku, a kierunek liczy 800 osób. Warto też wspomnieć, że oceny w Niemczech są bardzo ważne. Przez to, że wszystko jest standaryzowane i sprawiedliwe, ludzie zwracają dużą uwagę na oceny po tym jak skończysz studia. Mi zajęło 2 semestry zorientowanie się, że oceny się liczą, co może nie było za późno, ale można było na pewno lepiej wykorzystać ten czas i lepiej wszystko zorganizować.

Dlatego właśnie chcemy stworzyć tę fundację, by pomóc ludziom, którzy aplikują i przekazać im wszystkie triki. Chcemy też zbudować społeczność studentów z Polski, bo jak mówiłem, takiej społeczności tu brakuje.

Wydaje mi się, że każdy interesujący się przedsiębiorczością powinien rozważyć ten kierunek.

Jeśli przeczytałeś cały artykuł, będzie nam miło jeśli go ocenisz. Twoja opinia pomaga nam się rozwijać.

Kaligrafia i walka z czarnoksiężnikami – czyli dlaczego warto zacząć angażować się poza szkołą w młodym wieku?

Jasne, wpis do CV na pewno ułatwi rekrutację na studia, szczególnie te zagraniczne, bo polskie uniwersytety za wyznacznik wartości kandydata na studenta uznają jednak wynik matury, networking to sama w sobie fantastyczna idea, która zakłada jak sama proweniencja słowa wskazuje utworzenie sieci kontaktów, które pozwolą nam na łatwiejszy start na rynku pracy, ale nauka w liceum czy technikum to czas na odkrywanie świata. Brzmi pompatycznie, ale kiedy jak nie właśnie mając 16 czy 17 lat zacząć dowiadywać się co tak naprawdę chciałoby się robić i czy da się to zrobić w jakiś ciekawszy sposób niż angażując się w projekty czy dołączając do organizacji zrzeszających głodnych świata rówieśników?

Trudno przewidzieć, które doświadczenia okażą się dla nas, które spodobają się nam na tyle, że będziemy chcieli z nimi związać przyszłość, bo życie jest z gruntu nieprzewidywalne i jak to się mówi „pisze scenariusze, których nigdy byśmy nie wymyślili”. Znowu brzmi to górnolotnie, ale tak naprawdę jest i tak też się stało w przypadku nie byle kogo, bo samego Steve’a Jobsa. Założyciel Apple’a uczył się kaligrafii. Była piękna, spektakularna wręcz, ale umówmy się – niezbyt użyteczna jednak 10 lat później, kiedy projektował pierwszy komputer ta pozornie bezsensowna umiejętność znalazła swój użytek – komputery Apple’a były pierwszymi z tak dopracowaną typografią. Dlatego jeśli masz zapamiętać jedną rzecz z tego artykułu to właśnie to, że warto próbować.

To teraz trochę prywaty, dzisiaj będąc na studiach jestem bezgranicznie wdzięczna mnie sprzed kilku lat za to, że nauczyła się pisania oficjalnych maili i zaliczyła związane z nimi wpadki te kilka lat temu. Jestem też wdzięczna, że dzięki przeróżnym aktywnością dodatkowym nauczyłam się zarządzania czasem, bo bez tej umiejętności nie przeżyłabym jednego dnia, zwłaszcza że moje studia okazały się być daleko bardziej wymagające niż sobie to wyobrażałam i pomimo mojego względnego „ogarnięcia” jest trudno. Jednocześnie nauczona tą lekcją staram się dzisiaj angażować w różne inicjatywy, zbierając na pierwszy rzut oka zupełnie nie powiązane z sobą doświadczenia, począwszy od tworzenia ankiet dla wolontariuszy, przez organizowanie własnych wydarzeń, na pisaniu artykułów skończywszy, z nadzieją, że za kilka lat będę sobie wdzięczna za te umiejętności. Znowu pompatycznie…angażowanie się też jest po prostu FAJNE. Wspominając liceum naprawdę ostatnia rzecz, o której myślę to sprawdzian z matematyki, na który tak trudno było mi się przygotować, a pamiętam raczej te wszystkie wyjątkowe momenty, kiedy na przykład dostałam klucz do szkolnej piwnicy, żeby znaleźć w niej rzeczy potrzebne do organizacji wydarzenia… Ta perspektywa starszej koleżanki brzmi może trochę naciąganie, ale tak serio jest i chciałabym uspokoić wszystkich tych, którzy się boją, że nie dadzą rady – dacie.

Możliwości jest bezliku, można zaangażować się w projekt już istniejący, można najzwyczajniej w świecie znaleźć wakacyjną pracę albo nawet taką na rok szkolny (niezmiernie podziwiam osoby, które są w stanie to ogarnąć), można znaleźć staż albo stworzyć własną akcję. Przy okazji zapraszam też do rekrutacji do naszego zespołu, która nadal trwa! Skorzystajcie też z naszej bazy ofert. Każde z tych doświadczeń nauczy nas nowych rzeczy zarówno tych ściśle praktycznych jak i tych związanych na przykład z naszymi reakcjami na różne, stresowe sytuacje, a w najgorszym przypadku pozwoli nam wyeliminować działania, których już na pewno nigdy w życiu i za żadne skarby świata nie będziemy chcieli się podejmować.

Angażowanie się i modne wychodzenie ze strefy komfortu to też nauka ponoszenia porażek. Umiejętność kluczowa wręcz dla młodego, a właściwie każdego, człowieka. Czasami zdarzy się tak, że zorganizowane przez nas wydarzenie nie spotka się z żadnym zainteresowaniem, czasami wyślemy sto pięćdziesiąt maili do różnych organizacji i wszystkie pozostaną bez odpowiedzi. Deprymujące prawda? Jednak, właśnie, gdy coś nie wychodzi mamy szanse najwięcej się nauczyć, czasami będzie to wskazówka co należy poprawić, co robimy źle, a czasami informacja, że maile nie zawsze są skuteczne.

Ktoś kiedyś powiedział, że najlepszymi ilustracjami są przykłady z życia (poza debatami oksfordzkimi – tam zdecydowanie nie) więc teraz kolejny przykład, tym razem prawie z życia. Harry Potter, śmiem twierdzić najsłynniejszy nastolatek, dostał pracę nie napisawszy egzaminów końcowych, jak tego dokonał? Zdobywając doświadczenie, dlatego życzę Ci drogi czytelniku żebyś miał siłę szukać i próbować, i żebyś znalazł ścieżkę dla siebie.

Świstak, buritto i praca konsultanta strategii w biznesie

Skrolując Instagrama czy Facebooka co rusz możemy natrafić na informacje o rewolucyjnych produktach, które mają zmienić oblicze rynku pracy i w ogóle całego świata. I faktycznie może nie rewolucyjnie, ale je zmieniają. Przed około piętnastoma lat będąc w 2, może 3 klasie podstawówki dostałam zadanie domowe, w którym miałam narysować robota, który zmieniłby moje życie, a jako że jednym z najbardziej znienawidzonych zajęć dla kilkuletniej mnie było odkurzanie, narysowałam robota odkurzającego – prawie takiego samego jak ten, którego włączyłam dzisiaj rano, żeby odkurzył mi pokój, kiedy wyszłam na spacer. Ta krótka anegdotka, notabene prawie prawdziwa, bo na spacer nie poszłam, ale fajnie było sobie na chwilę założyć, że moje życie wygląda jak to z Instagrama, w bardzo klarowny sposób unaocznia postęp, który rozgrywa się przed naszymi oczyma. Postęp, który jest niesamowity, ale który sprawia, że bardzo trudno przewidzieć jak będzie wyglądał świat za 5, 10 czy 15 lat.

Zmiany, które nas czekają i których już teraz jesteśmy świadkami bardzo wpływają na rynek pracy, sprawiają, że wiele zawodów bezpowrotnie znika, ale wiele się również pojawia. Przeprowadzonych zostało wiele badań, które na celu miały oszacowanie ryzyka automatyzacji poszczególnych zawodów i choć badacze nie doszli do konsensusu i pojawiło się, jak to w życiu bywa, zarówno wiele optymistycznych, jak i wiele pesymistycznych scenariuszy, pewnym jest, że rynek pracy się zmieni. Ważne jest, by zdawać sobie sprawę z tego, że zmiany te nie będą dotyczyły tylko zawodów wymagających stosunkowo niskich kwalifikacji (choć one faktycznie będą stanowiły większość wymierających zajęć), ale też tych, do których wykonywania potrzebne jest wykształcenie wyższe jak księgowy, urzędnik w banku czy agent ubezpieczeniowy. Widmo tych zawirowań z jednej strony może napawać niepokojem, bo trudno jest się decydować na wieloletnie, niejednokrotnie trudne studia, nie będąc pewnym, czy po ich skończeniu w ogóle będzie praca (serio, ta myśl pojawia mi się za każdym razem, gdy zarywam noc przed kolokwium). Z drugiej strony zmiany każą zwrócić uwagę na wagę zdobywania uniwersalnych umiejętności (szczególnie miękkich), wychodzenia poza ramy wybranego kierunku i pozwalają na wybór studiów czy zajęcia, które naprawdę nas interesują bez względu na „przyszłościowość” pracy, bo przecież wiele zawodów zdąży zniknąć lub pojawić zanim na dobre wejdziemy na rynek.

Jednym z nowopowstałych zawodów, który pojawił się kilkanaście lat temu jest zawód konsultanta strategii w biznesie, którego praca polega na wsparciu klienta w budowaniu planu działania dla jego firmy, zbieraniu i sporządzaniu analiz i ogólnej optymalizacji działań firmy, z którą konsultant współpracuje. Jednym, a właściwie kilkoma słowami, konsultant pomaga firmom znaleźć odpowiedzi i rozwiązania problemów związanych z przyszłymi działaniami, rozwikłuje biznesowe dylematy i wnosi nową perspektywę. Konsultant musi posiadać umiejętności miękkie, nieobca powinna mu być komunikacja, myślenie analityczne, strategiczne, ale ważne jest też to by był kreatywny – przecież musi mieć wizję, która pozwoli opracować korzystną strategię.

Z pomocy dużej firmy konsultingowej skorzystała między innymi amerykańska sieć restauracji Chipotle. Do tego kroku zmusił ją spadek sprzedaży. Ważnym krokiem w pracy z klientem była kompleksowa analiza wszystkich aspektów budujących wizerunek marki – począwszy od osoby robiącej burrito, przez sprzedawcę i jakość, a na marketingu skończywszy, wszystko by ustalić priorytety i cele. W efekcie zysk sieci wzrósł aż o 13,2%.

Konsultantem strategii w biznesie jest Bartłomiej Świstak Piotrowski, gość naszego webinaru, do którego obejrzenia zachęcam. Krakowski Świstak współpracował między innymi z dużą firmą świadczącą usługi pozycjonerskie, efektem czego było skupienie się na jednej grupie klientów, która przynosiła największe zyski. Usługi konsultanta strategii w biznesie pomagają na lepsze zrozumienie naszej firmy czy marki i podjęcie świadomych decyzji związanych z przyszłym rozwojem.

Świstak zgodził się też na rozmowę, w której opisał swój zawód, ale co jeszcze cenniejsze zawarł wiele wskazówek dla młodych ludzi wchodzących na rynek pracy.

Zawód konsultanta strategii w biznesie pewnie na początku niewiele mówi większości osób, jak byś go zdefiniował, na czym tak naprawdę polega „od kuchni”?

Świstak: Na pewno są do tego różne podejścia, ale z mojej perspektywy to pomoc właścicielom firm w ustaleniu tego co jest dla nich ważne, priorytetów. Królem jest kontekst, bo im lepiej rozumiemy sytuacje zarówno od strony biznesowej, jak i z perspektywy osobistej przedsiębiorcy, tym bardziej prawdopodobne, że priorytety będą dobrze ustalone. Podając przykład, może być tak, że ktoś ma kilka nienazwanych grup docelowych i mówi, że sprzedaje wszystkim, bo przecież wszyscy potrzebują na przykład usługi fryzjera. W efekcie może się koncentrować na złych działaniach, na przykład na reklamie ogólnej jako fryzjer w Krakowie, tymczasem, jeśli nie jest fryzjerem luksusowym, to lepiej postawiać na lokalność. Więcej może dawać reklama o porównywalnej cenie w gazetce lokalnej niż Krakowskiej, która będzie się słabo przekładać na jego klientów.

A Twoja codzienna praca, na czym polegają poszczególne kroki pracy z klientem?

Świstak: Są trzy style pracy, w których pracuje. Pierwszy styl to awaria. Pracuję wtedy od 4 do 7 godzin, zwykle biorę za to promocyjną cenę. To jest jednorazowe spotkanie, zwykle siadamy, osoba spisuje (najlepiej na papierowych karteczkach) wszystkie zadania, które jej przychodzą do głowy i potem ustalamy priorytety. Jeśli ktoś ma „awarię”, czuje, że ciągle biega, to to mu trochę pomoże i go odciąży, ale nie będzie to w pełni rzetelnie zrobione. Drugi styl pracy to styl improwizowany. Wtedy nie umawiamy się na żadną liczbę godzin, a spotkania odbywają się zazwyczaj online. W praktyce wychodzi to tak, że widujemy się godzinę/dwie (nie częściej niż raz w tygodniu i nie rzadziej niż raz w miesiącu). Trzeci styl pracy to systemowe podejście, które nazywam Cyklem Świstaka i które składa się z 12 kroków. Zaczynamy od intencji, potem robimy analizę mocnych i słabych stron, analizę konkurencji, następnie Business Model Canvas i kolejne kroki, które pogłębiają poprzednie analizy. To wszystko pozwala na zrozumienie kontekstu biznesu i osoby, która ten biznes prowadzi.

Myślę, że to dużo rozjaśniło. Wybrałeś dość nieoczywistą ścieżkę kariery, jak się na nią zdecydowałeś?

Świstak: Mniej więcej 15 lat temu zastanawiałem się nad celem życiowym i wtedy ustaliłem sobie dwa: służyć innym ludziom oraz manipulować innymi ludźmi. Z tą myślą poszedłem na studia psychologiczne. Wraz ze wzrostem poczucia pewności siebie ten drugi cel, przynajmniej na poziomie świadomym, mi zaniknął. Pewnie i tak robię to lepiej niż kiedyś, ale już nie celowo. W tym roku zaktualizowałem też ten pierwszy cel – chcę służyć innym ludziom, ale z troską o siebie. To tak górnolotnie mówiąc, a bardziej życiowo zaczęło się od tego, że wywodzę się ze szkoleń miękkich. Pracowałem z ludźmi i odkryłem, że można rozwijać innych, rozwijać siebie i zarabiać niezłe pieniądze. Super, czego chcieć więcej? (śmiech) Zaczynając od tego, krok po kroku, doszedłem tu, gdzie jestem. Po drodze miałem przez 6 lat swój klub przedsiębiorców, gdzie poznałem wielu ludzi, miałem wielu klientów, którym dużo podpowiadałem, prowadziłem szkolenia i dzięki temu doszedłem do modelu pracy jeden na jeden i taki model właśnie lubię najbardziej. Lubię widzieć, kiedy mój klient się rozwija, kiedy rozwija się jego biznes, a nawet kiedy czasem świadomie się kurczy, rezygnuje z czegoś na rzecz innych działań lub rezygnuje z pomysłu, który okazał się być słabym. Pomagam ludziom sprawdzić co w ich biznesie ma sens, a co nie ma i po prostu czasami cały biznes tego sensu nie ma.

A masz jakieś rady dla uczniów szkół średnich, którzy dopiero wchodzą na rynek pracy i może nie odnajdują się w bardziej mainstreamowych zajęciach, jak znaleźć taką niszę? Mniej oczywiste zawody?

Świstak: Jest taka strona internetowa, nazywa się Mapa karier[1] i można tam znaleźć listę prawie 700 zawodów, więc polecam sobie poklikać i przeczytać. Druga rzecz to strona In future Institute[2] gdzie dostępne są raporty i mapa zawodów przyszłości. Bardzo polecam też moje autorskie narzędzie – Świstakowe Ścieżki Kariery, czyli tabelkę, która pomaga podjąć decyzję co chce się robić w życiu. Warto też zastosować podejście BLM – build, measure, learn. Chodzi o to, żeby prototypować swoją ścieżkę kariery, poczytać kilka artykułów, następnie zastanowić się, które zawody nas interesują, na przykład korzystając z Mapy Karier, o której już wspomniałem. Jeśli jest ich bardzo dużo można ograniczyć ich liczbę używając np. tabelki Świstakowe Ścieżki Kariery. Jak zostanie nam 4, 5, 8 ścieżek warto sobie je pogłębić, zaprototypować. Czego musiałbym się nauczyć, żeby zostać grafikiem, co musiałbym osiągnąć, żeby coś tam. Zobaczyć jak moje serduszko się ma do tego. I jak nam zostaną np. z ośmiu cztery, które brzmią sensownie, znowu siadamy i szukamy kilku osób, które są w tym zawodzie, bo na ten moment mamy jakieś wyobrażenie, ale teraz trzeba je zweryfikować. Jak pogadamy z kilkoma osobami, to może się okazać, że zostaną nam 2 potencjalne zawody i wtedy te dwa należałoby odpalić. To znaczy np. pół czasu w tygodniu poświęcać na jeden zawód, zobaczyć, czy faktycznie mnie to jara, czy jest jak zaplanowałem i drugie pół analogicznie na drugi zawód. Dajemy sobie np. kwartał, żeby zobaczyć, czy jest to coś dla mnie i po kwartale może się okazać, że któryś temat zażarł, a któryś nie albo że oba nie zażarły i szukam dalej, ale przez cały czas mam jakiś zaprojektowany proces uczenia się, co jest bardzo ważne.

Wracając jeszcze do samego rynku consultingu, domyślam się, że jak zaczynałeś to on w Polsce jeszcze raczkował, jak się pracuje w takiej branży, która dopiero kreuje swoją definicję?

Świstak: Jest i trudniej, i łatwiej. Warto sobie poczytać taką książkę „Strategia błękitnego oceanu”. Jeżeli chodzi o innowacyjne czy nowe rynki to jest trudniej, bo klient jest mniej świadomy, mniej rozumie, że może mu się to przydać. Świetnie to widać na przykładzie Maćka Soleckiego, on prowadził biznes w zakresie floatariów. Z tego co go obserwowałem to było to swego rodzaju wyzwanie, ludzie nie wiedzieli o co chodzi. A teraz już w co po lepszych salonach spa robi się to coraz bardziej powszechne. Jest różnica w poziomie świadomości klientów. Myślę, że rynek konsultacji zaczął się już trochę wcześniej, zanim ja zacząłem na nim być, natomiast dotyczył wtedy raczej tylko dużych graczy. Taki konsulting dla firm jedno-, kilku- czy kilkudziesięcioosobowych, którym ja się interesuję, to było coś nowego.

Wspomniałeś już wcześniej o trosce o siebie i work-life balance, masz jakieś złote rady jak go zachować, szczególnie na początku kariery?

Świstak: Można, to trochę wyróżnia młodych ludzi, natomiast rynek umiarkowanie na to reaguje. Teraz mamy rynek pracownika, więc może jest dobry czas na to. Można poszukać więcej na temat slow life i slow biznes. Dla mnie to bardziej kierunek slow niż work-life balance. Nie wiem… Warto dbać o siebie w kontekście zdrowia psychicznego, ale są ludzie, którzy się dobrze odnajdują w tym, że się dużo dzieje. Można mówić, że jest to długofalowo nie zdrowe, ale trochę pracoholizmu na początku ścieżki kariery, zwłaszcza na etapie sprawdzania i szukania, jeśli nie doprowadzi do wypalenia zawodowego, nie zniszczy nam zdrowia czy nie doprowadzi do depresji, ma trochę sensu. Dzięki temu bardzo szybko, kiedy mam jeszcze świeży mózg, mogę się rozwijać.

Masz jeszcze ogólne rady jak się odnaleźć na takim dynamicznym rynku pracy jaki mamy dzisiaj?

Świstak: Wydaje mi się, że to co warto ćwiczyć to komunikacja, marka osobista, marketing. Chodzi o to, że te rzeczy na podstawowym poziomie najprawdopodobniej nam się przydadzą. W wielu najnowszych raportach mówi się o umiejętnościach miękkich i ja to powtórzę. Widzę w tym sens. Pojawiają się też takie przestrzenie też dla introwertyków, np. stowarzyszenie Psychopozytywni[3], miałem zresztą z nimi wywiad. Żyjemy w świecie niepewności, świecie VUCA,[4]  więc w ramach tej niepewności warto ćwiczyć te umiejętności, które przydadzą się z dużym prawdopodobieństwem. Umiejętności radzenia sobie z elektroniką, rozmową online, podstawami digital marketingu, marki osobistej. Może dołożyłbym też wystąpienia publiczne, bo duża część ludzi ma z tym problem.

Na koniec jeszcze takie bonusowe pytanie. Masz jakieś książki zmieniające życie? Na webinarze (do którego obejrzenia na marginesie bardzo zachęcamy, można go znaleźć na naszej stronie na Facebooku) polecałeś książki poradnikowe, więc może teraz coś z kategorii fiction?

Świstak: Z poradnikowymi się powtórzę, zacząłbym od „Chcieć mniej” żeby zredukować trochę swoje potrzeby materialne. A jeżeli chodzi o inne książki… Na mnie w płynął komiks, manga „X clamp”, tam była taka scena, zaraz pół miasta ma być zniszczone i jakiś bad guy pyta małe dziecko – dlaczego ludzie nie powinni umierać? I to dziecko odpowiada prosto – bo innym będzie smutno. To był komiks, który był dla mnie o tyle przemieniający, że zatrzymał moje myśli samobójcze. Rzecz, która dla mnie miała znaczenie, ale nie koniecznie będzie miała takie samo przesłanie dla innych odbiorców. Generalnie lubię poczytać jakieś komiksy mangowe, np. teraz czytam „Odrodzony jako galareta”. Mogę nawet powiedzieć, gdzie kupuję, to będzie taka krypto reklama. Kupuję u kolegi w Game over koło hotelu Europejskiego w Krakowie.

Mimo otaczającej nas niepewności związanej z szybko zmieniającym się światem, a może właśnie dzięki temu, współczesność oferuje nam niesamowite możliwości rozwoju i kreowania swojego profesjonalnego życia. Może zdecydujecie się ułożyć swoją przyszłą karierę podobnie do naszego dzisiejszego gościa, opierając ją na ważnych dla siebie wartościach, może będziecie traktować pracę jako miejsce, z którego wychodzi się po 17:00, a może już dawno weszliście na rynek pracy i macie na niego swój własny sposób, pamiętajcie o podejmowaniu świadomych decyzji.


[1] https://mapakarier.org/

[2]https://infuture.institute/raporty/

[3] https://www.youtube.com/embed/Uojt7hh1F84

[4] https://pl.wikipedia.org/wiki/VUCA

Prognozy Australijskich pożarów i wykrywanie zapalenia płuc – czyli słów kilka o pracy programisty

Praca w IT brzmi jak spełnienie marzeń niemalże każdego, ale czy ten cukierkowy obrazek idzie w parze z rzeczywistością? Prosta odpowiedź brzmi – TAK, ale koniec końców – to zależy.

Mierząc się z pandemią świat zorientował się, że odwrót od szeroko pojętej nowej technologii jest niemożliwy, a pytania uwielbiane przez anglistki (przynajmniej moją) – „what would you do without devices such as computers and smartphones?” zadawane na zdalnych lekcjach z nudnych stały się groteskowe, no bo jak można odpowiedzieć? „I wouldn’t be able to attend your lesson?”.  Wraz z digitalizacją różnych sfer życia ciągle rozwijająca się branża IT jeszcze bardziej zwiększyła swoje zapotrzebowanie na pracowników. Specjaliści ostrzegają wręcz, że stoimy przed problemem związanym ze zbyt wolnym napływem nowych pracowników na rynek pracy w porównaniu z rosnącym zapotrzebowaniem. I cóż, o ile dla pracodawcy to faktycznie duży problem, to dla pracownika już niekoniecznie, bo skoro ma wiele opcji, nie musi już tylko spełniać wymagań, ale może je też stawiać (oczywiście z umiarem i nie zawsze, ale życie rzadko przypomina bajkę). To wszystko rzutuje na bardzo dobre warunki pracy.

Poza wysokimi zarobkami i szeroko pojętą wygodą pracownicy branży IT mogą liczyć na różne bonusy czy dodatkowe możliwości rozwoju, bardzo często pracodawcy nawet życzą sobie, żebyś realizował własne projekty zdobywając doświadczenie. Chęć do ciągłej nauki jest bardzo ważną cechą przyszłego programisty, bo firmom nie zależy na dyplomach swoich pracowników, a na ich kompetencjach i jakości pracy. Co za tym idzie w branży można spotkać wielu ludzi z różnych środowisk, z różnym wykształceniem, których łączy właśnie IT (według badań aż 8% pracowników branży skończyło kierunek humanistyczny lub społeczny – też się zdziwiłam). Wielośrodowiskowość i dążenie do rozwoju sprawiają, że często współpracuje się z inteligentnymi, ciekawymi ludźmi, a ponad 90% pracowników deklaruje, że przyjaźni się z przynajmniej jedną osobą z pracy.

Niestety nie ma pracy idealnej i tak jak i inne branże, tak IT ma swoje ciemne strony. Przede wszystkim są nimi trudne początki, bo pomimo tego, że kluczem są umiejętności, nie stanowią one bardzo silnej karty przetargowej w porównaniu z doświadczeniem (które przecież też automatycznie implikuje sporą wiedzę). Chociaż Internet obfituje w oferty atrakcyjnych stażów, to o miejsca na nich rywalizują ze sobą setki kandydatów, większość z nich dysponująca sporymi umiejętnościami, dlatego trzeba się czymś wyróżniać, a to wcale nie jest łatwe. Dostanie angażu nie znaczy jednak, że dalej już będzie z górki. Młodzi pracownicy bardzo często muszą zabierać pracę do domu, zostawać po godzinach, przy tym nieustannie dbając o dalszy rozwój. Wizja awansu jest bardzo kusząca – na wyższym stanowisku można liczyć na więcej, a wraz ze zwiększającym się stażem pracy, zwiększa się wartość na rynku więc gra wydaje się być warta świeczki, ale jest to gra dla tych, którzy naprawdę lubią w nią grać.

Dla gotowych na trochę wyrzeczeń w IT czeka świetlana przyszłość i wpływ na nią. Nawet największy sceptyk przyzna, że to nie lekarze, nauczyciele czy prawnicy, a właśnie programiści i informatycy kreują nasze jutro. Wielu podkreśla, że ogromnym plusem ich pracy jest możliwość rozwiązywania realnych problemów przy użyciu prostych narzędzi. Pisząc odpowiedni kod możesz mieć wpływ na setki, a czasami nawet tysiące ludzi. Wiele firm, szczególnie tych związanych z AI swój model działania opiera na szukaniu odpowiedzi na problemy klientów. Analizując dane starają się zoptymalizować różne procesy i przede wszystkim zaprojektować je tak, żeby odpowiadały na indywidualne potrzeby klienta. Nie ważne czy chodzi o dokładne prognozy rozprzestrzeniania się pożarów, dopasowanie odpowiednich badań do potrzeb pacjenta, automatyczne wykrywanie zapalenia płuc, czy optymalizację linii produkcyjnych, programowanie zdaje się odkrywać zupełnie nowe możliwości związane ze znajdywaniem możliwie najlepszych strategii. Rozwiązywaniem problemów zajmuje się między innymi nasz partner – firma Unit8, która zajmowała się właśnie wspomnianymi wcześniej zagadnieniami i która zgodziła się prowadzić program mentoringowy dla naszego projektu, za co bardzo dziękujemy. Jeden z pracowników firmy zgodził się poświęcić nam czas i przybliżyć zawód programisty w międzynarodowej firmie. Wywiad jest po angielsku, ponieważ zależało nam na jak najwierniejszym tekście, a jak wiadomo tłumaczenie często zmienia wydźwięk wypowiedzi.


1. How do the beginnings in the IT industry look like?

It all depends on how diligent you were during your studies. I had classmates who were not very committed to group work for instance, and who are now going through difficult times because they are simply overwhelmed by the professional world. On my side, I have always tried to be proactive and sought to learn more (and even teach when I could). So the early days were quite easy. Add to that a period of internship before your permanent contract, and the transition is straightforward! By the way, Unit8 is recruiting interns 😉

2. What do employers usually pay attention to?

I don’t really like this answer, but it also depends. Some IT employers, like my company, focus more on cultural fit, others on technical knowledge. Both can be worked on, but for one you have the StackOverflow joker and not for the other. However, there is one thing that all IT companies have in common: delivery. „Deliver, deliver, deliver”. Employers want you to do things on time, and to do them well. That requires from you a lot of negotiation and stakeholder management, because you can quickly find yourself with more tasks than you can handle. That’s why soft skills are just as important as hard skills.

3. What can a high school student do to facilitate his/her entry into the labor market?

For high-school: personal projects. I remember myself creating Minecraft Servers for 5 years when I was 12, and that was the biggest experience I could have ever gotten, both in development and relational skills. And it brought pocket money as well. For people more advanced in their studies, clearly internships (wink wink, Unit8). When this is not possible, get involved in student associations or teaching assistant programmes if they exist. Besides, these three elements are big pluses on the CV, especially the last one!

4. What do you find most interesting in the IT industry?

Everything is interesting. In general, IT jobs are well paid, so that leaves room to focus on something you really like. In my case, I’m surrounded by smart people whom I respect a lot. As for the rest, everything is moving very fast and I have the feeling that I am at the heart of what the 21st century will be like. It’s very rewarding, there’s always something new to learn, and for each problem often more than a hundred ways to the same solution.

5. Why is it worth working in IT?

Everyone needs computer scientists in 2021. Knowing how to develop and lead IT projects is a way to ensure both a professional career and a personal passion.

6. What are the development opportunities in IT?

For the career, it’s either a very technical oriented position (tech lead) or a project management position. If you have good interpersonal skills, you can aim for higher positions, nothing is out of reach. What’s also nice about IT is that if overnight you want to blow it and quit your job, you can go freelance or start your own business: you don’t need to know how to manage supply chains, two lines of code and you can start selling.

7. In what direction is the IT industry going?

The IT industry is a very broad term. What I see is that all areas are adopting IT. One day I don’t think any business will be able to afford not to have a website. To say more would be pure speculation.

Praca w IT jak każda inna koniec końców ma zarówno te dobre jak i złe strony albo powtarzając za klasykiem zady i walety, ale na pewno nie można jej odjąć tego, że zapewnia szerokie perspektywy i gwarantuje ciągłą stymulację umysłową, jednocześnie troszcząc się o dobrobyt pracownika (i to nie tylko ten finansowy).  Jeśli jesteś zainteresowany(a) (nie zapominajmy, że IT jest nie tylko dla mężczyzn) tematem, to bardzo polecam zajrzeć do badań, z których statystki przytaczałam w artykule.

https://bulldogjob.pl/it-report/2020#profile

Skip to content